Z książką przez życie

Wpis

niedziela, 16 grudnia 2018

#68 Nicholas Sparks "Noce w Rodanthe"

Nicholasa Sparksa chyba nikomu nie muszę przedstawiać. To autor takich popularnych powieśći jak: "List w butelce", "I wciąż ją kocham" czy "Pamiętnik". To autor, którego się twórczość albo uwielbiamy albo nienawidzimy. Ja należę do tej pierwszej grupy osób.

 

Adrianne Wills jest kobietą dobiegającą sześćdziesiątki. Siedemnaście lat temu rozwiodła się ze swoim mężem i została samotną matką trójki nastolatków. Jej dzieci są już dorosłe i wyfrunęły z przysłowiowego gniazda. W najgorszej sytuacji jest niestety córka Adrienne - Amanda. Kobieta niedawno straciła męża, który przegrał walkę z nowotworem. Jest totalnie załamana. Adrienne nie może patrzeć na cierpienie własnego dziecka i decyduje się opowiedzieć historię z własnego życia. 

 

Miała wówczas czterdzieści pięć lat i trafiła do małego nadmorskiego miasteczka Rodanthe, aby przez kilka dni zaopiekować  się pensjonatem swojej przyjaciółki. Jedynym gościem w tym czasie w Gospodzie był Paul Flanner, który wynajął pokój na pięć nocy. Co się wydarzyło podczas tych dni? 

Adrienne i Paul to główni bohaterowie książki "Noce w Rodanthe". Niby różni, a jednak coś ich łączy...Ona i on wiele przeszli. Na swoich barkach dźwigają ciężki bagaż doświadczeń. Każde z nich znalazło się w tamtym miejscu w innym celu. Adrienne chciała odetchnąć po rozstaniu z mężem, nabrać dystansu do otaczającego ją świata, zaś Paul chciał zamknąć pewien rozdział swojego życia, który nie dawał mu spokoju. Nikt się nie spodziewał, że podróż do nieznanego miasta tyle zmieni i że tak wiele się wydarzy. 

Ilekroć sięgam po powieści Nicholasa Sparksa, zawsze odnajduję w nich coś, co mnie porusza, co po zakończeniu książki siedzi we mnie i nie mogę się tego pozbyć, choć tak naprawdę, wcale nawet nie próbuję. Tym razem też tak było. Nie potrafiłam pozbyć się uczucia, że w pewnych fragmentach, ukryło się moje życie, moja historia. A jeśli już jej zabrakło, to przynajmniej widziałam w nich moje myśli, refleksje na temat życia, miłości i stosunków międzyludzkich. To niesamowite uczucie - coś, co właśnie przyciąga. To sprawia, że chcesz dalej zapoznawać się z tym, co tworzy autor. 

 

"Noce w Rodanthe" to książka specyficzna, której nie da się zrecenzować tak, jak to zwykle robię w przypadku innych tytułów. Treść, którą proponuje nam Sparks, niemalże płynie. Cicho i niespiesznie, jakby swoim tempem. Jest tam pewna nostalgia, nieopisany smutek, ale także nadzieja na coś, co ma nadejść dopiero, do czego odlicza się dni razem z bohaterami. 

 

Tę opowieść czyta się dobrze i nie nastręcza ona większych problemów. Mnie jednak przeszkadzało to, że tak mało w niej znalazło się dialogów. Odnoszę jednak wrażenie, że był to celowy zabieg literacki. 

 

Komu polecam? Przede wszystkim fankom i fanom prozy Nicholasa Sparksa. Poza tym osobom lubiącym słodko-gorzkie opowieści obyczajowe. Myślę, że Wam się spodoba. 

 

Dajcie znać czy czytaliście tę książkę i co o niej sądzicie? Podzielcie się także w komentarzach tytułami powieści, które teraz czytacie, a może, za które zamierzacie zabrać się w Święta. Bardzo chętnie poznam Wasze propozycje.


 


Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
magou
Czas publikacji:
niedziela, 16 grudnia 2018 14:20

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość Toukie napisał(a) z *.hypernet.biz.pl komentarz datowany na 2018/12/17 08:59:29:

    Sparks wciąż przede mną :)

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Tagi

Zakładki

  • Literatura polska

  • Literatura zagraniczna

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa