Z książką przez życie

Wpis

niedziela, 06 stycznia 2019

#71 O książce Ireny Matuszkiewicz

Długo zbierałam się do tego, by przeczytać jakąkolwiek  książkę autorstwa naszej włocławskiej pisarki Ireny Matuszkiewicz. Pamiętam jak kiedyś moja mama kupiła jedną z jej książek. Zachwycała się stylem, jakim posługuje się autorka, śmiała do rozpuku z treści. Postanowiłam, że i ja sięgnę po książkę. Jeśli mojej rodzicielce się spodobało, to mnie też powinno. Pomyliłam się bardzo. Zaczęłam czytać tę powieść, po czym stwierdziłam, że to tylko strata mojego cennego czasu. Przeczytałam trzydzieści stron i nie wiedziałam o czym jest historia opowiadana przez panią Matuszkiewicz. Wszystko było jakieś rozmyte, wręcz rozmydlone. Dialogi, owszem – błyskotliwe, humorystyczne. To plus. Ale na tym zalety tego czytadła się kończyły. Odłożyłam książkę na półkę i przyrzeklam sobie, że nigdy nie sięgnę po lektury tej pisarki.

Ale ostatnio gdy byłam w bibliotece coś mnie tknęło, żeby dać tej twórczości jeszcze jedną szansę. Wypożyczyłam ” Gry nie tylko miłosne” oczywiście nie kogo innego jak Pani Ireny Matuszkiewicz. Po raz drugi zawiodłam się boleśnie i tym razem z ręką na sercu powiedziałam, że NIGDY WIĘCEJ takich książek.  Do tej pory nie wiem o czym tak naprawdę traktowała opowieść. Zdążyłam „ustalić”, że bohaterką jest Julia Blenda – inżynier informatyki, która po studiach w stolicy wraca do rodzinnego Włocławka. Julia to zwykła gęś mowiąc kolokwialnie. Ubiera się strasznie staroświeckie, nosi zbyt workowate ubrania, ma dlugie, naturalne włosy i ani myśli ich ściąć. Dopiero za namową przyjaciółki dokonuje tego czynu. Kobieta naiwnie marzy o księciu z bajki. Wierzy, że znajdzie ukojenie w silnych, męskich ramionach (tere fere kuku). Julia nieustannie żałuje, że uległa presji rodziny i zamieszkała razem z matką i ojcem we Włocławku, gdzie dostała pracę za zaledwie 800 złotych miesięcznie, z czego i tak powinna być szczęśliwa, bowiem co czwarty mieszkaniec jej miasta może nazwać się bezrobotnym. Magister inżynier brakuje wielkomiejskiego życia, natomiast jej szef jest antyfeministą, co nieraz odczuwalnie zauważyła. Dodatkowo w jej firmie zaczynają dziać się niepokojące rzeczy – jeden z pracowników znika i zaczynają pojawiać się anonimowe przesyłki, mające na celu wyłudzenie pieniędzy.

Tyle wyłuskałam z tych całych wynurzeń naszej pisarki. Niewątpliwą zaletą jej twórczości są dowcipne i blyskotliwie dialogi. Autorka używa ciekawych porównań, nie rzadko komentuje kąśliwie rzeczywistość. I to wszystko.  Bez wątpienia książkę można zakwalifikować do kiepskiego czytadła. Trzeba mieć mnóstwo cierpliwości i determinacji, aby przebrnąć dobrnąć do ostatniej strony. Kiedy już to wytrwały czytelnik zdoła uczynić zapewne wydobędzie z siebie wielkie „uff, wreszcie koniec”. Tak też uczyniłam ja. I obiecałam sobie, że następnym razem gdy będę wybierala się do biblioteki, zabiorę ze sobą swój sekretny notesik, w którym mam spisane wszystkie ciekawe tytuły powieści. W ten sposób nie popełnię po raz kolejny tego samego błędu. Bo przecież nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.


Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
magou
Czas publikacji:
niedziela, 06 stycznia 2019 20:07

Polecane wpisy

Wyszukiwarka

Tagi

Zakładki

  • Literatura polska

  • Literatura zagraniczna

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa