Z książką przez życie

Wpisy

  • środa, 21 lutego 2018
  • poniedziałek, 12 lutego 2018
    • #23. Małgorzata Kalicińska „Życie ma smak”

      Małgorzata Kalicińska zaprasza nas do świata zlepionego z fragmentów historii kilku osób. Każda z nich zostaje przyłapana na krótki moment, niczym w fotograficznym kadrze. Wszystkie historie łączy jedno – jedzenie. (Cytat z notki wydawniczej).

      Chyba każdy miłośnik literatury wie doskonale, kim jest Małgorzata Kalicińska. Większość zna ją z cyklu o Rozlewisku. Niewielu jednak wie, że pisarka uwielbia także gotować. Jak dowiadujemy się  z książki, autorka kocha zupy wszelkiego rodzaju:  rosoły, chłodniki, zupy jarzynowe, ale zdecydowaną faworytką jest ogórkowa. W książce „Życie ma smak” w ciekawy sposób Kalicińska połączyła historie paru osób z przepisami, jak przygotować rozmaite dania.

      „Życie ma smak” to nie jest jednolita historia, z wartką akcją i wątkiem głównym. To  zbiór nie za długich opowiadań albo raczej wspomnień. Snuta konkretna powiastka ozdobiona jest nutą sentymentu i żalu, że te wydarzenia należą już do przeszłości, choć w zakamarkach pamięci ciągle spoczywają na honorowym miejscu. Któż z nas nie pamięta smaków lat dziecięcych czy młodzieżowych? Wszyscy z nostalgią wracamy do tych czasów. Te niezwykłe ciepłe i ważne wspomnienia. Są dla nas jak ciepły koc na jesienno-zimowe dni.

      Długo myślałam o tym, co napisać w tej recenzji, i jak zachęcić Was do sięgnięcia po tę pozycję. Pojawiły się nawet wątpliwości, czy aby na pewno powinnam ją zrecenzować. Trudno bowiem rekomendować coś, co w zasadzie przypomina książkę kucharską. Zresztą, o ile dobrze kojarzę, przy recenzowaniu „Pod słońcem Toskani”, w której też jest mnóstwo przepisów i w ogóle wszystko tam omawiane kręci się wokół jedzenia, to wspominałam wtedy, że nie bardzo lubię książki obyczajowo-kucharskie, że tak je nazwę. Nie umiem się przy nich odpowiednio skupić, wczuć w klimat. Nie czuję w tego rodzaju literaturze głębi, której zawsze poszukuję biorąc do ręki jakąkolwiek powieść.

      Zdziwicie się pewnie faktem (mnie też ta refleksja zaskoczyła), że to, co zaserwowała tym razem autorka, podobało mi się i postanowiłam nie skreślać całkiem tej smacznej propozycji. Spróbowałam w myślach rozebrać całość na czynniki pierwsze i przyjrzeć się indywidualnie poszczególnym składnikom. Dlaczego mam odrzucić coś pogodnego, pozytywnego, ukazującego świat z pewnych perpektyw, pochwałę tego, co minęło, ale mimo wszystko będącego częścią nas samych? Nie widzę powodu. Zauważyłam, że Kalicińska pięknie potrafi celebrować codzienność i nienachalnie namawia Ciebie, drogi Czytelniku, i mnie, do tego abyśmy uczynili to samo. Gdzieś między zdaniami możemy wyczytać, że powinniśmy doceniać to, co ofiaruje los, niczego nie żałować i przyjrzeć się uważniej światu. Bo chociaż życie potrafi płatać figle, jest przecież piękne.

      Pozycję polecam zarówno tym, którzy w kuchni czują się jak ryba w wodzie a gotowanie, to ich największa pasja, jak również osobom, które mają ochotę na smakowitą, nie wymagającą koncentracji lekturę. Jedni i drudzy będą usatysfakcjonowani – gwarantuję!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 12 lutego 2018 18:11
  • niedziela, 04 lutego 2018
    • #22. Monika Szwaja "Anioł w kapeluszu"

      Anioły istnieją nawet na Ziemi. Czasami noszą kapelusze, są bardzo pracowite, pomocne na tyle, że wyratują z największej opresji tych, których szczęście opuściło. Nie ma dla nich rzeczy niemożliwych. O tym wszystkim możecie się przekonać czytając kolejną książkę autorstwa Moniki Szwai pt. „Anioł w kapeluszu”.

      Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz, każdy jest kowalem swojego losu - to przysłowia, które świetnie znamy. Wielu z nas uparcie wierzy, że to, o czym mówią – jest prawdą. Ja nie byłabym tego taka pewna. Los bywa przewrotny i lubi robić przeróżne psikusy. Nie zawsze jest tak, jak sobie to wcześniej zaplanowaliśmy. Niekiedy przykre wydarzenia spadają jak grom z jasnego nieba w najmniej odpowiednim momencie, z zaskoczenia. Wówczas trudno się pozbierać, bo cały świat, który budowaliśmy przez lata, wali się na głowę i przypomina ruinę. Bezradnie stajemy wobec problemu z pytaniem: Co mam teraz zrobić? Nic innego, jak rozejrzeć się dookoła, czy przypadkiem gdzieś blisko nie mamy przy sobie anioła w ludzkiej postaci. Człowieka o wielkim sercu i z wyciągniętymi w naszą stronę ramionami.

      Kocham twórczość Moniki Szwai! Nie ma w tym ani krzty przesady. Ta autorka skradła moje serce kilkanaście lat temu, kiedy otrzymałam książkę „Jestem nudziarą” , zanurzyłam się w niej i …zakochałam po uszy w tej prozie. Od tamtej pory czytam wszystko co wyszło spod pióra pani Moniki .I za każdym razem jestem zachwycona. Tym razem też tak było. Powiem więcej – książka, którą dla Was recenzuję skradła moje serce w całości i zasłużyła na miano najlepszej powieści 2015 roku, jaką miałam przyjemność przeczytać.

      O czym najkrócej mówiąc jest „Anioł w kapeluszu”? To opowieść o zwykłym, codziennym życiu, takim które nie raz daje w kość. Składa się ona z dwóch części. W pierwszej zapoznajemy trójkę głównych bohaterów, którzy dźwigają ciężkie bagaże doświadczeń. Niemalże jak Syzyf wtłaczają na wielką górę głazy i gdy już mają wrażenie, że są na górze, wszystko stacza się w dół i trzeba próbować od początku. Oni się jednak nie poddają, podejmują kolejne próby wierząc, że tym razem się uda. Są z nimi ich wierni przyjaciele.

      Przesympatyczna i życzliwa starsza pani Jaśmina nie może dojść do siebie po niespodziewanej śmierci swojego męża Ludomira. Kobieta z zawodu jest psychologiem i doskonale zdaje sobie sprawę ze swojego stanu psychicznego, otwarcie przyznaje się do tego, że ma depresję i jej dusza cierpi. Nie chce udzielać już porad innym. Brakuje jej motywacji do tego, by pracować na uczelni, choć lubi młodzież. Na dokładkę, jej synowie uciekają z rodzinnego gniazda, żyjąc własnym życiem. Bohaterka po śmierci matki postanawia więc zacząć nowe życie.

      Mamy też Jonasza, bardzo nieszczęśliwego chłopca, mającego zapracowanych rodziców, zapatrzonych tylko we własny czubek nosa. Dzieciak czuje się totalnie przemęczony i przepracowany. Jak to pisze Szwaja – zarąbany. Rodzice ubzdurali sobie, że nastolatek musi mieć wszystko najlepsze i we wszystkim być doskonały. Wydają nakazy, zakazy, dokładając coraz to „ciekawsze” obowiązki. Co z tego wyniknie? Czy Ędżi Pirania (bo tak jest określana w książce mamuśka Jonasza) zrozumie swój błąd i zmieni zachowanie wobec chłopca?

      Jest i Miranda. Studentka. Nieprzyjemne przeżycia sprawiają, że zamyka się w sobie, izoluje od ludzi. Odczuwa ciągły brak akceptacji. Czuje się niekochana i niezrozumiana, zwłaszcza przez ojca.

      Co połączy Jaśminę, Mirandę i Jonasza w następnej części? Tego nie mogę Wam zdradzić, bo lektura „Anioła w kapeluszu” nie miałaby sensu. Powiem jedno – czekają na Was nagłe zwroty akcji, napięcie, duża dawka humoru i refleksji. Tak, tego w najnowszym swoim dziele literackim serwuje nam najwięcej autorka „Domu na klifie” czy „Romansu na receptę”.

      „Anioł w kapeluszu” to historia, która pochłonie Was bez reszty. Jest niezwykle ciepła, mądra i wzruszajaca. Tutaj nie ma tematów tabu. To realna i prawdziwa książka. Pozbawiona lukru, sztuczności i cenzury. Tematami przewodnimi są: przyjaźń, bezinteresowna pomoc i samotność. Pokazuje, że nie wszystko jest stracone i że nie zawsze za rogiem czai się zło. Bywa, że gdzieś w ukryciu stoi ktoś, na kogo całe życie czekaliśmy, kto będzie umiał wskazać nam właściwą drogę. Wyczytamy z niej, że warto dawać drugą szansę, bo w każdym człowieku mieszka dobro.

      Komu polecam? Wszystkim, ale w szczególności: pracoholikom mającym dzieci, samotnym, emerytom. Udanej lektury, kochani!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      niedziela, 04 lutego 2018 17:52
  • piątek, 02 lutego 2018

Wyszukiwarka

Tagi

Zakładki

  • Literatura polska

  • Literatura zagraniczna

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa