Z książką przez życie

Wpisy

  • niedziela, 17 lutego 2019
    • #82 Wojciech Zawioła "Szukaj mnie"

      Dawno już nie czytałam książki, która wciągnęłaby mnie bez reszty, którą czytałabym z zapartym tchem od pierwszej do ostatniej strony. Na szczęście natrafiłam na powieść autorstwa Wojciecha Zawioły pt. "Szukaj mnie". 

       

      Uwielbiam książki, które opowiadają o codzienności, o tym, co bliskie każdemu z nas, o radościach i smutkach. W zasadzie półki księgarń i bibliotek pełne są takich historii. Mogłabym więc przebierać w tytułach niczym w ulęgałkach. Ja jednak jestem czytelniczką wybredną i żeby mnie coś zachwyciło i wywołało efekt "wow" potrzebuję czegoś niebanalnego. Nie sztuką jest opisywać zmagania z szarą rzeczywistością. To przecież każdy potrafi, kto choć trochę ma polotu pisarskiego. Sztuką jest zrobić to w taki sposób, żeby czytelnik nie odłożył książki na bok po kilku czy kilkunastu stronach. Autorowi opisywanej pzeze mnie pozycji udało się to bez dwóch zdań.

      To opowieść ciepła i dająca ukojenie, nieco zabawna, a zarazem nostalgiczna, przynosząca często gorzką  i bolesną refleksję nad ludzkim losem. Bardzo tajemnicza, co jest chyba największą jej zaletą. Właśnie ta tajemnica sprawiła, że nie miałam ochoty cisnąć jej w kąt i zabrać się za coś innego lub po prostu włączyć telewizor i bezmyślnie gapić się w przytłaczające mnie wiadomości z kraju i ze świata. Byłam zaintrygowana, co wydarzy się u bohaterów, w którą stronę zmierza akcja. A ta była niezwykle nieprzewidywalna. Do ostatniego zdania nie potrafiłam przewidzieć, jak całość się zakończy. Snułam w myślach swoje scenariusze i, jak się później okazało, żaden się nie sprawdził. No...może za wyjątkiem jednego. Udało mi się zgadnąć już po kilkudziesięciu stronach, dlaczego główna bohaterka tak dziwnie i nietypowo się zachowuje. Wam tego nie zdradzę. Chcę abyście sami się przekonali. Zapewniam, że warto!

      Nie napiszę już nic więcej na temat jej powieści. Niech moje króciutkie omówienie będzie dla Was inspiracją do sięgnięcia po tę lekturę. Zwykle choć trochę zdradzam, o czym są recenzowane przeze mnie książki. tym razem tego nie zrobię, bo obawiam się, że napisałabym za dużo. A to z całą pewnością zepsułoby Wam przyjemność czytania. Powiem tylko, że historia, z którą być może zdecydujecie się zapoznać jest skomplikowana, chwilami wzruszająca. Jest bodźcem do mocniejszego zanurzenia się w nią. 

      Chociaż fabuła jest smutna, to zdecydowanie brakuje w niej patosu, użalania się nad otaczającą rzeczywistością. Wszystko mamy wyważone i na swoim miejscu. 

      Jeśli potrzebujecie przystanku, zamyślenia, to "Szukaj mnie" na sto procent jest dla Was. Ja na tej książce się nie zawiodłam. Wprost przeciwnie - potrzebowałam czegoś takiego. 

      Życzę wszystkim miłej lektury, która zaowocuje ciekawymi spostrzeżeniami. 

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      niedziela, 17 lutego 2019 13:09
  • czwartek, 14 lutego 2019
    • #81 Robert B. Cialdini „Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka”

      Jak nakłonić innego człowieka do zmiany sposobu postępowania? Jak zachęcić go do podjęcia lub zmiany decyzji? Jeśli chcesz poznać odpowiedzi na te i inne pytania, sięgnij po książkę światowej sławy eksperta w dziedzinie wywierania wpływu” – tak zachęca czytelników do sięgnięcia po książkę Roberta B. Cialdiniego Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne. Czy rzeczywiście warto?

      Chyba na samym początku warto napisać, że recenzowana przeze mnie książka wykorzystywana jest jako podręcznik na wielu amerykańskich uniwersytetach i nie tylko.

      Na końcu każdego z rozdziałów znajduje się podsumowanie, czyli podanie w „pigułce” najważniejszych kwestii omawianych wcześniej, a także znajdziemy dział z pytaniami, które mają na celu usystematyzowanie zdobytej wiedzy. Co ciekawe, autor dodał również „Pytania na myślenie”, dzięki którym osoba zainteresowana może sprawdzić swoje umiejętności w praktyce.

      W opisie z tyłu książki czytamy, że grono odbiorców dzieła Cialdiniego jest zróżnicowane. Wymienione są zawody, dla których szczególnie kierowana jest ta pozycja. Są to: dziennikarze, psychologowie, kierownicy, specjaliści od reklamy i marketingu, prawnicy, ekonomiści, wykładowcy i nauczyciele i „inni”. Inni, czyli przeciętna Iksińska i Nowak też mogą sięgnąć po tę lekturę. Nie ma tu ograniczeń.

      Interesującym zabiegiem zastosowanym w pozycji „Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka” jest wzbogacenie całości o listy od czytelników, które napisane są językiem zrozumiałym dla wszystkich, czego już nie można powiedzieć o pozostałych częściach. We wspomnianej korespondencji czytelnicy relacjonują zaistniałe sytuacje z ich życia osobistego, a Cialdini tłumaczy, dlaczego wydarzyło się coś tak, a nie inaczej. Posługuje się przy tym opisywaną akurat w danym rozdziale regułą wpływu społecznego. Trzeba podkreślić, że treść listów jest uaktualniana wraz z kolejnymi wydaniami książki.

      Cialdinie przytacza wiele przykładów, sytuacji, gdzie ktoś próbował manipulować nami i wykorzystać do własnych celów. Uczy, jak zachować ostrożność, co w konkretnym momencie powinniśmy uczynić. Przyznam, że niejednokrotnie zdziwiona byłam tym, jakich metod mogą używać ludzie, żeby osiągnąć to, co chcą. W ten sposób otwiera nam oczy na kilka spraw, o których wcześniej zapewne nie mieliśmy bladego pojęcia.

      Czy książka mnie zachwyciła? Poniekąd zaintrygowana byłam niektórymi przykładami. Myślę, że rady zawarte w tej lekturze wykorzystam na co dzień. Jednak skłamałabym, gdybym powiedziała, że zostałam przez Cialdiniego rzucona na kolana przedstawioną treścią. Przede wszystkim zmęczyłam się przy czytaniu tej książki. Wymaga ona bowiem sporego skupienia uwagi. Nie radzę czytać jej hurtem, bo gwarantuję, że wówczas szybko dacie sobie spokój z analizą tych jakże cennych wiadomości. Jeśli naprawdę  pragniecie zapoznać się z książką „Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka”, to dawkujcie, proszę, sobie wiedzę. Czytajcie niewielkie fragmenty. A nawet potraktujcie całość wybiórczo.

      Jedno mogę Wam powiedzieć – sięgacie po tę pozycję na własną odpowiedzialność. Nie odradzę Wam jej, ale też nie zamierzam namawiać. Wybór pozostawiam każdemu indywidualnie. Zainteresowanym życzę miłej lektury!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      czwartek, 14 lutego 2019 19:38
  • sobota, 09 lutego 2019
    • #80 Joanna Trollope „Cudze dzieci”

      Dlaczego niektórym małżeństwom nie udaje się wyjść z kryzysu? Czy łatwo jest założyć nową rodzinę, zbudować szczęście rodzinne od początku? Co na to dzieci z poprzednich związków? Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedź czytając powieść Joanny Trollope „Cudze dzieci”.

      Matthew Mitchel i Josie Carver decydują się pobrać. Tych dwojga musi jednak pamiętać o tym, że do tej układanki powinni jeszcze pasować: Rufus – mały chłopiec, synek z poprzednego małżeństwa Josie. Oprócz tego są pociechy Matthew, czyli: Becky, Rory i Clare.

      Jakby tego było mało mamy Nadine – nie do końca zrównoważoną byłą żonę Matthew i Toma – małżonka Josie, jego nową partnerkę Elizabeth oraz Dale i Lucasa – dzieci Toma. Nie zdziwię się, jeśli na tym etapie tego wpisu ktoś napisze: „Pomieszanie z poplątaniem”. Trafny to wniosek. Sama wielokrotnie do niego dochodziłam, próbując doczytać książkę do końca.

      Specjalnie nie odkryję przed Wami fabuły. Jeśli zdecydujeciem, że chcecie zagłębić się w tę historię, to sami przekonacie się o szczegółach.

      Trollope gromadzi na kartach swojej powieści mnóstwo postaci, co moim zdaniem, jest kiepskim zabiegiem. Już przy przeczytaniu kilkunastu lub kilkudziesięciu stron możemy zadać sobie pytanie: „Ale chwila, chwila…Właściwie kto jest spokrewniony z kim i jaką rolę pełni?” Dociekliwi pewnie będą przewracali kartki. Tylko czy taka lektura ma sens?

      Ponadto, autorka kreśli dla każdego przedstawionego bohatera dokładny portret psychologiczny. Mają oni swoje zdanie, swoje zmartwienia i wspomnienia z przeszłości, do której nie rzadko wraca. A więc serwuje nam kolejny labirynt, przez który czytelnik przebrnie z lekkością albo zmęczony zawiłościami fabuły zwyczajnie odpuści.

      Chciałam bardzo „Cudzym dzieciom” dać szansę. Nawet na samym początku stwierdziłam, że opowiedziana przez Joannę Trollope historia ma potencjał i może wciągnąć innych. Zagłębiałam się w losy Josie i Matthew. Starałam się wczuć w ich sytuację tak, jakby byli moimi znajomymi. Na nic jednak to się zdało, bo książka z każdym rozdziałem stawała się dla mnie coraz bardziej nużąca, męcząca i nie do zniesienia. Były momenty, że już miałam skończyć przygodę z tą powieścią i nie katować się nią dalej. Łudząc się: „a może coś się w końcu wydarzy, co powali na kolana” kontynuuowałam lekturę. Największe szczęście poczułam, gdy zamknęłam książkę i odhaczyłam ją w serwisie Lubimy Czytać jako przeczytaną. Choć w zasadzie powinnam napisać – prześledzoną.

      Jak widzicie, nie wszystkie pozycje, które biorę z biblioteki, wprawiają mnie w zachwyt i euforię. Tutaj raczej więcej było irytacji i zniechęcenia.

      Nie zamierzam niczego Wam narzucać. Proszę, abyście sami podjęli decyzję, czy zapoznacie się z „Cudzymi dziećmi” czy dacie spokój i poświęcicie czas na coś ciekawszego.

      Ja gdybym drugi raz stanęła przed wyborem: sięgnąć czy nie sięgnąć po ten konkretny tytuł, zdecydowanie wybrałabym opcję drugą. Pani Trollope nie zaserwowała mi tego, czego akurat poszukuję w literaturze.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      sobota, 09 lutego 2019 16:58
  • poniedziałek, 04 lutego 2019
    • #79 „Gwiazd naszych wina” – fajerwerków i szału brak

      „Gwiazd naszych wina”  autorstwa Johna Greena to książka, nad którą pieją zachwyty niemalże wszyscy blogerzy literaccy.  Oprócz mnie.

      Zacznijmy więc od samego początku. Historia podana przez autora jest dość prosta i nie ma w niej nic nadzwyczajnego, co mogłoby powodować w czytelniku szybsze bicie serca, wypieki na twarzy albo zwykły efekt „woooooooow!”

      Szasnastoletnia Hazel cierpi na nowotwór tarczycy w ostatnim stadium, z przerzutami do płuc. Te zaś sprawiają, że nastolatka nie może swobodnie oddychać.  Dzień po dniu wszyscy toczą walkę o jej życie, choć i tak doskonale wiedzą, że śmierć w jej przypadku przyjdzie szybko.

      Augustus znajduje się w pozornie lepszej sytuacji, bo jego choroba jest uleczalna. Prawdopodobieństwo, że pożegnał się z rakiem na zawsze wynosi statycznie 85%. Chłopak cały czas powtarza, że czuje się świetnie, stara się za wszelką cenę być optymistą. Wspiera innych na spotkaniach grupy wsparcia dzieci z rakiem. Tam poznaje Hazel, z którą łączy go silna więź.

      Dodatkowo, ulubiona książka Hazel staje się inspiracją i przyczynkiem do tego, by tych dwoje zjednoczyło siły w poszukiwaniu pisarza, który mógłby w wyczerpujący sposób odpowiedzieć na pytania dotyczące dalszych losów bohaterów literackich ich ukochanego dzieła literackiego.

      W tym momencie mogłabym zakończyć pisanie opinii na temat „Gwiazd naszych wina”. Szukam odpowiednich słów i zdań, by wyrazić odczucia po lekturze. Nie znajduję, więc powiem prosto z mostu – nuda i chała. Nic więcej! Wiele razy miałam chęć zamknąć książkę i zacząć następną, ciekawszą. Pomyślalam sobie jednak, że sprobuję poszukać głębszej treści, przesłania, które powali na kolana i sprawi, że nie zasnę w nocy, bo będę nieustannie myślała o tym, co przeczytałam. Kurde, nic takiego się nie wydarzyło! W pewnej chwili całkiem zgłupiałam co czytam – kiepski harlequin, wypracowanie szkolne czy może beznamiętny pamiętnik gimnazjalisty…Jezu, czym się tu zachwycać? Płakać mam? Śmiać się z naiwności i głupich tekstów podlotków? W rezultacie wściekła i poirytowana bez żalu i skruchy zamknęłam czytadło i wydobyłam z siebie uuuuuuuuf!!!!

      Przygotowując się do napisania tego tekstu, poszperałam na kilkunastu blogach, by zapoznać się ze zdaniem innych. W wielu recenzjach czytałam, że to historia wzruszająca, piękna i każdy po zapoznaniu się z nią będzie lepszy. No po prostu cuda nad Wisłą! Nie mam serca z kamienia, uważam się za wrażliwą, sporo we mnie empatii. W tym wypadku przyznam się bez bicia i z ręką na sercu, że nikomu nie współczułam ani tym bardziej z moich oczu nie lały się łzy. Za to bez przerwy zaglądałam na zegarek, bawiłam się z kotem albo zastanawiałam się, co słychać u facebookowych znajomych.

      Ileż razy zarzekałam się, że nie wezmę do ręki pozycji książkowych, które są modne, przy których społeczeństwo zbiorowo się podnieca jakby oglądało słynny francuski film przeznaczony dla dorosłych - „Emmanuelle”? Niestety, człowiek ma tendencję do powtarzania błędów. Po raz enty dałam się zwieźć wspaniałym rekomendacjom. Znowu mam jasny dowód, że powinnam słuchać wyłącznie własnego głosu serca i chodzić szlakami literackimi, które sama wyznaczyłam. W przeciwnym razie zginę i nie będe miała okazji odkryć faktycznie przepięknych opowieści i literackich zakątków.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 04 lutego 2019 20:17

Wyszukiwarka

Tagi

Zakładki

  • Literatura polska

  • Literatura zagraniczna

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa