Z książką przez życie

Wpisy

  • poniedziałek, 30 kwietnia 2018
    • #30. Aneta Rzepka „Miseczka szczęścia” – recenzja

      W życiu na każdego czeka nie tylko wiadro porażek, ale też miseczka szczęścia. Trzeba ją tylko odnaleźć. To cytat z książki Anety Rzepki „Miseczka szczęścia”. Opowieści, przy której odpoczniecie i zrelaksujecie się.

      Przeważnie, jak pojawiam się w osiedlowej bibliotece, to doskonale wiem co chciałabym przeczytać. Mam swój sekretny zeszycik, w którym spisuję tytuły interesujących mnie książek. Ostatnio zjawiłam się bez kajetu. Nie miałam sprecyzowanych planów czytelniczych. Pragnęłam tylko oddać się jakiejś miłej lekturze o miłości, przyjaźni, niezbyt wymagającej ale i nie głupiej. Pani bibliotekarka, wysłuchawszy moich kryteriów, szybko pobiegła do jednego z regałów i przyniosła mi książkę „Miseczka szczęścia” autorstwa Anety Rzepki. Spojrzałam na okładkę i uśmiechnęłam się, bo czułam, że to jest to, czego wówczas szukałam. I Bogu dzięki nie myliłam się ani trochę.

      Zanim przejdę do recenzowania, chcę napisać jeszcze, że uwielbiam, gdy w książkach splecionych jest kilka wątków, np: miłosny, sensacyjny, komediowy, itd.  Słowem – w jednej historii czytelnicy znajdują coś dla siebie. Jesteśmy różni i każdy z nas lubi co innego. Powieści (nawet te o mniejszej objętości) są według mnie wtedy pełniejsze. I ogromnie się cieszę i jestem usatysfakcjonowana, jako czytelniczka, że autorka zaserwowała mi taką opowieść.

      Jest to przede wszystkim doskonała propozycja dla osób, które szukają w literaturze miłości niebanalnej, chcą pomarzyć, oderwać się na jakiś czas od codzienności, poprzeżywać to samo, co bohaterzy.

      Życie Patrycji nie jest łatwe. Boryka się ona z różnymi problemami. Dziewczyna ciężko pracuje, chce wyjść ze skomplikowanej sytuacji rodzinnej, uwolnić się od matki alkoholiczki, wiecznie potrzebującej pieniędzy. Zależy jej na samodzielności, niezależności i życiu na własny rachunek. Czy uda się jej osiągnąć ten cel?

      Patrycja nie wierzy w siebie. Jest osobą zakompleksioną. Wierzy, że już nic dobrego w jej życiu się nie zdarzy, że wszyscy zasługują na wspaniałego mężczyznę, ale nie ona. Jest pewna, że nie spotka miłości życia. A może i na nią szczęście czeka za rogiem? Jak zareaguje bohaterka, gdy los postawi przed nią przystojnego, ale mocno poturbowanego życiowo Radka? Czy tych dwoje da sobie szansę na związek, mimo tajemnic ukrytych głęboko w sercach?

      Poznajemy także Renatę, matkę słodkich bliźniaczek. Kobieta znosiła wiele lat upokorzenia, cierpienia, doświadczała przemocy ze strony męża. Długo milczała, była ofiarą. Lecz któregoś dnia postanowiła, że zakończy tę gehennę i zacznie bezpiecznie żyć bez małżonka. Na szczęście stabilizację zawodową nie czeka długo, bowiem znajduję dobrze płatną pracę. W sferze uczuć też czekają zmiany, których nawet się nie spodziewa. Miejsce byłego męża zajmuje ktoś nowy. Ów człowiek dostarczy Renacie ogrom emocji. Czy Piotr jest osobą godną zaufania? Co łączy Renatę z Radkiem, chłopakiem Patrycji? Jak będą układały sie relacje kobiet? Nie mogę i nie chcę odpowiadać na te pytania. Odpowiedzi poznacie, gdy sięgniecie po „Miseczkę szczęścia”.

      Nie żałuję czasu spędzonego z tą książką, wręcz przeciwnie. Gdybym mogła, chętnie przeczytałabym ją po raz kolejny. Nie ma w niej przekłamania, lukrowania, tak charakterystycznego dla tego typu powieści. Czytelnik ma wrażenie, że wszystko jest na miejscu, harmonizuje ze sobą, akcja toczy się w zawrotnym tempie i, co najważniejsze, dla wielu moli książkowych, treść nie jest przewidywalna. Książka zasługuje na uwagę.

      Dodatkowy atut to przesłanie płynące z tej opowieści. Jego treść przytoczyłam już na samym początku tego tekstu. Wszyscy, bez względu na wykształcenie, pochodzenie, sytuację materialną, zasługujemy na szczęście, miłość, szacunek. Nigdy nie powinniśmy tracić nadziei i mówić, że to nie dla mnie, już wszystko stracone. Nieprawda! Dzisiaj jest tak, ale za chwilkę może być zupełnie inaczej, lepiej. Warto otworzyć drzwi nieznanemu. Gorąco polecam!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 kwietnia 2018 20:25
  • wtorek, 24 kwietnia 2018
    • #29. Mila Rudnik "Miłość przychodzi z deszczem"

      Łatwo wpaść w pajęczynę kłamstw. Jeśli raz skłamiemy, nie możemy przestać. Czy zawsze nam się to opłaca? 

       

      W fabułę debiutanckiej powieści "Miłość przychodzi z deszczem" Mili Rudnik wpisane jest kłamstwo. To w zasadzie główny motyw tej książki. Ono łączy i jednocześnie dzieli bohaterów. 

      Marek i Marcin to bracia. Jednojajowi bliźniacy. Podobni do siebie jak dwie krople wody, identyczni. Marcin jest żonaty, Marek wolny. Ten pierwszy pragnie zostać ojcem, ale niestety jest to niemożliwe. Mężczyzna jest tak zdesperowany, że w jego głowie rodzi się pomysł. Szalony. Rzekłabym nawet, że chory i szatański. Ma on być lekiem na małżeńskie problemy oraz plastrem na wszystkie wewnętrzne rozterki. By spełnić swoje marzenie, Marcin posuwa się do szantażu.  Nad rodziny Marka i Marcina nadciągają złowrogie, burzowe chmury. Czy obejdzie się bez grzmotów?

      To nie jest lukrowana opowieść o losach rodziny. To dramatyczna historia, pełna przykrych niespodzianek, nagłych zwrotów akcji. Tutaj nic nie jest pod kontrolą, a wręcz przeciwnie - szybko się spod niej wymyka. Autorka pokazuje, że każda nasza decyzja powinna być bardzo dokładnie przemyślana, bo w przeciwnym razie cena, jaką przyjdzie nam płacić, będzie naprawdę wysoka. Może nawet za wysoka dla niektórych. 

      Lektura zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Nie potrafiłam się od niej oderwać, bo byłam ciekawa, co dalej się wydarzy, jakie będą konsekwencje postępowania braci. Czasami miałam ochotę wydać ocenę o danej postaci, ale gdy zagłębiłam się w treść, przeczytałam kilka stron więcej stwierdziłam, że to nie miałoby najmniejszego sensu. Poza tym, tutaj trudno wydawać opinię o kimkolwiek. Myślę, że byłoby to niezwykle krzywdzące.Pisarka w mistrzowski sposób uzmysławia, że w życie, czy tego chcemy czy nie, jest przewrotne, potrafi płatać nam figle i ukazywać przed nami najróżniejsze swe odcienie. 

      "Miłość przychodzi z deszczem" to piękna i mądra książka dla ludzi o wrażliwym sercu. Akcja toczy się w dwóch przestrzeniach czasowych i ani na chwilę nie zwalnia. Postaci wykreowane przez Rudnik są realistyczne i wyraziste. 

      Serdecznie polecam tę książkę wszystkim, którzy lubią trudne powieści, dające do myślenia. 

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „#29. Mila Rudnik "Miłość przychodzi z deszczem"”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 kwietnia 2018 19:08
  • czwartek, 19 kwietnia 2018
  • wtorek, 17 kwietnia 2018
    • #28. „Płatki na wietrze” Virginia C.Andrews

      Gdy sięgnęłam po pierwszy tom cyklu V.C. Andrews nie sądziłam, że „Kwiaty na poddaszu” zrobią na mnie az takie wrażenie. Wiedziałam, że będzie to książka o nietypowej tematyce, a ja takową uwielbiam. Lubię książki poruszające tematy tabu.

      Nie mogłam się oprzeć. Musiałam szybko zapoznać się z dalszymi losami rodzeństwa Dollangagerów.

      Po tragicznej śmierci najmłodszego członka rodziny, Chris i Cathy podejmują decyzje o ucieczce z poddasza. Realizacja tego planu zajmuje im wiele miesięcy, w trakcie których przygotowują się na każdą ewentualność. Gromadzenie środków zajmuje im sporo czasu, jednak żadne z nich się nie poddaje, tylko cierpliwie wyczekują chwili, której będzie im dane spełnić swoje marzenia. W końcu ich prośby zostają spełnione i rodzeństwo oddala się od miejsca, które przez wiele lat stanowiło dla nich prawdziwe więzienie. Z każdą kolejną chwilą znajdują się coraz bliżej miasta, z którym wiążą ogromne nadzieje. Niestety w trakcie jazdy autobusem, młodsza siostra nastolatków dostaje dość poważnego ataku i czym prędzej musi znaleźć się pod fachową opieką. Dollangangerom pomaga w tym czarnoskóra kobieta, która okazują się być gospodynią w domu dr Sheffielda. Mężczyzna bardzo szybko nawiązuje kontakt z nieufnym rodzeństwem i daje im poczucie bezpieczeństwa, o którym do tej pory mogli tylko pomarzyć.

      „Płatki na wietrze” to świetna opowieść, która porusza wiele problemów. Jest tutaj wątek kobiety, która nade wszystko kocha pieniądze i zrobi dla nich wszystko – dosłownie. Jest także ukazane do czego może prowadzić nadmierny luksus. Jest też motyw zastraszenia.

      Chyba najlepiej w tej książce jednak podobał mi się motyw miłości brata do siostry, ale jest ona tutaj przedstawiona w bardzo nietypowy sposób. W jaki? To już musicie sami przekonać się sięgając po „Płatki na wietrze”.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      wtorek, 17 kwietnia 2018 20:52
  • poniedziałek, 16 kwietnia 2018
    • #27. Kwiaty na poddaszu Virginii C. Andrews

      „Kwiaty na poddaszu” to historia pewnej, z pozoru zwykłej, rodziny. Piękna mamusia, kochający i scalający rodzinę w całość tatuś i czwórka słodkich dzieciaczków: Chris, Cathy i bliźniaki – Cory i Carrie. Żyją sobie sielankowo, nie są bogaci, ale to jakoś nie spędza im snu z powiek za bardzo.

      Niestety, nic nie może wiecznie trwać. Sielanka kończy się także. Ukochany tatuś ginie w tragicznych okolicznościach, a matka jest życiową niedorajdą i nie potrafi poradzić sobie z utrzymaniem rodziny po śmierci męża. Postanawia wrócić do rodziców, którzy mają forsy jak lodu i żyją w ogromnym domu.

      Jest jednak pewien problem – w momencie ślubu została wydziedziczona i musi się bardzo postarać, żeby ojciec przyjął ją z powrotem. W dodatku stary ojciec nigdy nie ma pojęcia o istnieniu dzieci i nie zanosi się na to, że mógłby je zaakceptować. Matka wraz z oschłą babką postanawiają więc ukryć dzieci w jednym z licznych pokoi do czasu, aż dziadek wybaczy ich całej rodzinie. Początkowo ma to być tylko kilka dni…

      „Kwiaty na poddaszu” to okrutna i przerażająca baśń, ale za to strasznie wciągająca.

      Dzieci mają dostęp do ogromnego strychu i to on tak naprawdę staje się ich jedynym kątem, gdzie mogą przebywać, rozmawiać ze sobą i jakoś egzystować. Są odizolowane od świata. Nikt nie może ich odwiedzać, jedynie stara, bezwzględna i okrutna babka i równie wstrętna (jak się później okazuje) matka, która okłamuje swoje pociechy.

      W dodatku oni sami zaczynają dostrzegać dziwne zmiany w swoim zachowaniu. Zwłaszcza dotyczy to najstarszej dwójki. Dorastają, ich ciała się zmieniają. Muszą też coraz częściej pełnić rolę rodziców wobec bliźniaków, które powoli zapominają o innym życiu. Brat z siostrą niebezpiecznie zbliżają się do siebie…

      Narratorką jest Cathy, jedna z bohaterek. To jej głosu słuchamy, jej zwierzenia (nawet te najintymniejsze) czytamy na kartach powieści. Ona opowiada nam co przeżywała na poddaszu wraz z rodzeństwem. Wszystko to okropnie przeraża Czytelników.

      Trzeba podkreślić, że postaci wykreowane przez autorkę są wyraziste, ciekawe, dostarczają czytelnikom wielu wrażeń i emocji. Tutaj bohaterów można podzielić na tych dobrych, którzy niosą ukojenie oraz na tych zlych, których najchętniej wtrąciloby się do piekła albo od razu zabiło za ich wredne i nieludzkie postępowanie.

      Uprzedzę Was, że historia opowiedziana przez Andrews kończy się dobrze, ale ma swój ciąg dalszy w innych tomach. Ja jestem pewna, że sięgnę po następne i zobaczę co wydarzy się w życiu postaci przedstawionych w tomie pierwszym.

      Jeśli ktoś z Was czytając tą moją recenzję jeszcze nie odpowiedział sobie zdecydowanie na pytanie „czy przeczytać tę książkę”, to podpowiem Wam – przeczytać koniecznie. Tylko ostrzegam – książka jest gruba. Jednak czyta się ją bardzo szybko, druk jest dobry. Akcja zarysowana wyraziście, szybko się toczy. Polecam wszystkim!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 kwietnia 2018 18:00
  • sobota, 14 kwietnia 2018
    • #26. „Pierwszy raz” Joy Fielding

       Joy Fielding jest autorką takich powieści jak „Laleczka”, „Grand Avenue”, „Ta druga” i „W pajęczej sieci”. Tą ostatnią książkę miałam okazję już kiedyś przeczytać, pamiętam nawer, że recenzowałam Wam ją na blogu. Polowałam w bibliotece na nią dość długo, ale w końcu udało się i przyznac muszę, że byłam zachwycona, tym co napisała autorka.

      Tym razem w moje ręce trafiła powieść „Pierwszy raz” Joy Fielding. I co? Znowu się nie zawiodłam. Wprost przeciwnie! Sądzę, że jest to jedna z lepszych książek, jakie ostatnio było mi dane przeczytać.

      Książka opisuje relacje pewnego, pozornie udanego małżeństwa z szesnastoletnim stażem. Mattie i Jake żyją sobie jak początek w maśle.Mają wymarzoną pracę, szesnastoletnią córkę, piękny dom. Można powiedzieć: żyć nie umierać. Jednak to tylko pozory sielanki. Za tym wszystkim, a raczej pod tym wszystkim kryją się problemy: zdrady Jake’a, samotne noce Marthy zwanej Mattie, zagubienie ich córki Kim oraz brak ciepłych i normalnych relacji pomiędzy członkami rodziny.

      Po kolejnej awanturze w domu Jake postanawia skończyć z tą domową farsą i wreszcie zamieszkać z kochanką. I wtedy wydarzy się coś, co zmieni na zawsze życie tej rodziny. Coś, co zbliży ich do siebie. Wtedy po raz pierwszy małżonkowie poczują, że są naprawdę bliscy sobie.

      Sytuacja, w której zostaną postawieni, pomoże pokonać im lęki przeszłości (trudnego dzieciństwa) i stawić czoło trudnej przyszłości. Jake i Mattie odnajdą w sobiewielkie pokłady siły a ich relacje będą trwalsze niż kiedykolwiek. Los jednak nie będzie dla nich łaskawy, bo mimo wszystko, z zaistniałej sytuacji nie ma wyjścia…

       W treść tej książki doskonale wpisuje się prawda Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą. Po lekturze powieści dochodzimy do wniosku, że trzeba cieszyć się każdym dniem, że nie warto drzeć kotów o byle co.

      Nie jest to lektura łatwa, bo dotyka trudnego tematu. Polecam ją jednak wszystkim tym, którzy pragną zatrzymać się chociaż na moment. Zapewniam Was, moi drodzy Czytelnicy, że naprawdę warto!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      sobota, 14 kwietnia 2018 11:43
  • wtorek, 10 kwietnia 2018
    • #25. „Pod słońcem Toskanii” Frances Mayes – recenzja

       Gdy zobaczyłam na bibliotecznej półce książkę "Pod słońcem Toskanii" bardzo się ucieszyłam, bowiem bardzo lubię film o tym samym tytule. Jest on moim ulubionym. Jednak czy lektura spełniła moje oczekiwania czytelnicze i okazała się tak samo świetna jak film?

      Pod słońcem Toskanii” autorstwa Frances Mayes to powieść w formie pamiętnika, która opisuje perypetie pary Amerykanów po ich przeprowadzce do Italii.

      Pod słońcem Toskanii” najogólniej rzecz ujmując to pamiętnik opisujący zmagania pary Amerykanów, ktorzy postanawiają przeprowadzić się do Italii.

      Narratorką jest czterdziestokilkuletnia Frances – kobieta pogodna, szczera i bezpośrednia.

      Pisarka snuje opowieść o przygodach w Toskanii, a także o tym, co spotkało ją w życiu zanim wyruszyła w swoją podróż. Mocno doświadczona przez los, zaleczyła rany po nieudanym małżeństwie, spotkała nową miłość i dostała pracę, która ją satysfakcjonuje. Wydaje się, że bohaterka ma już wszystko to, co może uczynić ją szczęśliwą i spełnioną. Niestety, Frances w głębi duszy czuje, że do pełni szczęścia jeszcze czegoś jej brakuje. Podczas jednej ze swoich podroży do Włoch kobieta odnajduje odpowiedź na nurtujące ją pytanie. Zauroczona Toskanią podejmuje nagłą decyzję, że właśnie tu chce się osiedlić.

      W samym sercu Val di Chiana znajduje dom z jej marzeń. Przekonana co do słuszności własnego pomysłu, kupuje starą posiadłość i postanawia ją wyremontować.

      Początkowo Frances jest bardzo poirytowana tym, że budowa przedłuża się w nieskończoność. Jednak trwa w swoim postanowieniu.

      Co jeszcze robi Frances w Italii? Sadzi warzywa, zrywa zioła i cały czas gotuje przeróżne włoskie potrawy i co najważniejsze angażuje się w to zajęcie bardzo. Moim zdaniem za bardzo. Gdy czytałam tą książkę miałam wrażenie, że bohaterka chce zarazić swoją pasją wszystkich czytelników. Prawie na każdej stronie z przesadną dokładnością podaje przepisy na dania, ktore udaje jej się przyrządzić. Nie raz i nie dwa miałam wrażenie, że pomyliłam półki w bibliotece i że wypożyczyłam zamiast interesującej książki obyczajowej, wielką księgę kucharską.

      Przyznam szczerze, że książka mocno mnie rozczarowała. Liczyłam, że przeczytam optymistyczną opowieść o moim ulubionym zakątku na Ziemii, jakim są Włochy, a tymczasem dostałam nudną, ciągnącą się jak guma opowieść o tym, jak wykonać risotto z ćwikłą, sorbet z mięty i bazylii czy inne smakołyki, które niekoniecznie chciałabym wziąć do ust.

      Jeżeli oczekujecie, że przeczytacie w książce “Pod słońcem Toskanii” o zwyczajach Włochów, poznacie bliżej ten region, czy chociażby dowiecie się więcej o zabytkach, nie sięgajcie po tę powieść. Szkoda Waszego czasu.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      wtorek, 10 kwietnia 2018 21:11
  • piątek, 06 kwietnia 2018

Wyszukiwarka

Tagi

Zakładki

  • Literatura polska

  • Literatura zagraniczna

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa