Z książką przez życie

Wpisy

  • sobota, 30 czerwca 2018
    • #40. Anna Szczęsna "Trzykrotka"

      "Urzekająca i zabawna historia o sile kobiecej przyjaźni, która pokona wszystkie przeciwności losu." Taki krótki opis najnowszej powieści "Trzykrotka" autorstwa Anny Szczęsnej możemy przeczytać na okładce książki. 

       

      To już trzecie moje spotkanie z prozą Anny Szczęsnej, która stała się jedną z moich ulubionych polskich autorek. Za każdym razem, gdy sięgam po jej powieści wiem, że się nie zawiodę i że na koniec po moim ciele przebiegnie gęsia skórka. Pisarka znakomicie operuje piórem i żongluje emocjami tak, by trafić do każdego Czytelnika.

       

      Rozalia, Alicja i Łucja to trzy przyjaciółki i zarazem główne bohaterki "Trzykrotki". Ich losy splatają się ponownie, gdy każda z nich jest już po trzydziestce i dźwiga na barkach swój życiowy bagaż. Wszystkie spotykają się w toruńskiej kamienicy.

       

      Anna Szczęsna w swojej książce porusza wiele trudnych, ale jednocześnie bliskich każdemu z nas, tematów.  Mamy tutaj dwunastoletnią Natalię, trudną wychowawczo dziewczynkę, która całkowicie nie potrafi dogadać się ze swoją matką. Często ucieka z domu.  Czasem piecze nad nią sprawuje jej wujek - Sylwester. Artysta-malarz, trochę pokręcony, ale wrażliwy i o wielkim sercu mężczyzna. Dodatkowo poznaje bliżej jedną z kobiet - Rozalię. Początkowo ich relacja jest dość dziwna, ale intrygująca...Co z tego wyniknie? Jeśli chcecie się tego dowiedzieć, koniecznie sięgnijcie po "Trzykrotkę". Według mnie wątek tej trójki, o której piszę w tym akapicie, jest najciekawszy z całej powieści. To właśnie dzięki niemu, gdy czytałam już ostatnie strony, poczułam dreszcz na plecach i rękach. 

      Pisarka opisuje także dość obszernie problem promocji książek i samych autorów. Nie szczędzi nam szczegółów, jak to wygląda od kuchni. Chociaż Szczęsna pisze szczerze i nie lukruje rzeczywistości, to zawsze stara się pokazywać, że medal ma dwie strony i nigdy nie należy podchodzić do żadnego zaganienia powierzchownie. 

       

      Jak już wspomniałam na początku "Trzykrotka" nie jest pierwszą książką Anny Szczęsnej, z którą miałam przyjemność się zapoznać. Wcześniej czytałam "Jutro pachnie cynamonem" i "Myśl do przytulania". Zauważyłam, że te trzy powieści bardzo się od siebie różnią, choć mają też wiele elementów wspólnych, Najnowsza książka jest, moim zdaniem, inna od pozostałych wyżej wymienionych. Tutaj akcja dość późno się rozkręca, jest sporo dokładnych opisów, co przyznam że troszkę mnie denerwowało, gdyż wolę, gdy całość już od pierwszych stron jest żywa i nabiera tempa. "Trzykrotka" jest leniwą, niespieszną lekturą, taką przy której można wziąć głębszy oddech, wrócić do wcześniejszych kwestii. Sama nie wiem czy to dobry zabieg czy nie. Nie chciałabym zajmować stanowczego stanowiska, bo trudno mi powiedzieć co o tym sądzić. Ale cieszę się, że zapoznałam się z tą pozycją i z pewnością będę ją polecała moim znajomym i Wam - Czytelnikom. 

       

      Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Autorce i, jak zawsze, czekam na kolejne powieści oraz zapewniam o swoim wsparciu. 

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      sobota, 30 czerwca 2018 18:41
  • wtorek, 19 czerwca 2018
  • wtorek, 12 czerwca 2018
    • Erotyk dla E

      PIJANA

       Emilowi

      czekam aż wejdziesz

      bez pardonu

      tak jak lubię

      zerwiesz ze mnie wstyd

      który dotąd trzymałam

      na smyczy przyzwoitości

      bo któż by się przejmował

      co wypada a co nie

      kto nie ryzykuje

      nie pije szampana

      odkąd mam Cię w głowie

      i pod lewym żebrem

      nie potrzebuję wysokoprocentowych trunków

      zmąciłeś krew w żyłach moich

      i światopogląd

      a myślałam że wiem

      gdzie leży granica

      ˆ Agnieszka „MAGOU”Maciejewska, dn. 12.06.2018 r.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      wtorek, 12 czerwca 2018 21:15
  • sobota, 09 czerwca 2018
    • #39. Poznaj siłę matczynej miłości

       Miała swoją córeczkę w ramionach tylko kilka tygodni. Ponownie spotkała ją dopiero po 77 latach. Poznajcie historię Minki Disbrow.

      Minka DeYoung urodziła się jako drugie z trójki dzieci w rodzinie holenderskich emigrantów. Poznajemy ją jako szesnastoletnią pannę, skromną i biedną. Dziewczyna bardzo pragnęła robić wszystko to, co jej rówieśnice. Wychowana w surowej rodzinie, nie do końca jest przygotowana do dorosłego życia, w które lada chwila wkroczy. Wierzy naiwnie w to, że bocian przynosi dzieci oraz w to, że wszyscy są dobrzy i nikt nie zrobi jej krzywdy. Nawet przez głowę jej nie przejdzie, że się myli, bo świat, który wykreowała sobie w wyobraźni, ma niewiele wspólnego z tym rzeczywistym. Podczas niedzielnego pikniku, na który tak bardzo czekała, Minnie zostaje zgwałcona przez sporo starszego od siebie mężczyznę i w konsekwencji zachodzi w ciążę. W tajemnicy rodzi dziecko. Dziewczynce daje imię Betty Jane. Minka od razu zakochuje się w córeczce. Wie jednak, że nie może malej wychowywać, bo nie ma do tego warunków i decyduje się na krok, który niemalże rozdziera jej matczyne serce. Mianowicie oddaje maleńką Betty do adopcji. Od tamtego momentu Minka każdego dnia tęskni za swoją córką, pisze do niej listy i cały czas czeka…Może dobry Bóg, w którego mocno wierzy, splecie ich drogi i kiedyś dojdzie do  tego niezwykłego spotkania.

      Minka w dzieciństwie wycofana, trochę zakompleksiona, w miarę upływu lat staje się silną kobietą, która dzielnie stawia czoła przeciwnościom losu. Miała w sobie niespożytą energię, wiele pokory i cierpliwości, a z drugiej strony była zdeterminowana i walczyła o swoje marzenia i starała się realizować swoje plany i zamierzenia. Przez cały czas była osobą pogodną, pełną wiary, nadziei i miłości, której sama dostawała wiele ale i ona potrafiła nią obdarowywać swoich bliskich. Była wspaniałą matką dla swoich dzieci, choć wciąż nie potrafiła przestać tęsknić za Betty Jane.

      „Czekałam na Ciebie” autorstwa Cathy LaGrow to historia wzruszająca, pełna emocji, wobec której trudno przejść obojętnie. To opowieść o cierpieniu, poświęceniu i zarazem wielkiej miłości.

      Jedyny zarzut jaki mam do tej książki jest taki, że mało tutaj dialogów i czasami treść wydawała się monotonna. Myślę, że spokojnie tę pozycję można zaliczyć do wspomnień czy też biografii, gdyż takim stylem właśnie jest napisana.

      Nie żałuję czasu poświęconego tej książce. Polecam ją wszystkim, bowiem niesie ona w sobie przesłanie, że nigdy nie można się poddawać i rezygnować ze swoich pragnień bowiem, jeśli czegoś chcemy z całej siły, to prędzej czy później to, czego oczekujemy przyjdzie do nas i ujrzy światło dzienne.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      sobota, 09 czerwca 2018 16:26
  • czwartek, 07 czerwca 2018
  • sobota, 02 czerwca 2018
    • #38. „Droga do Tarvisio” Grzegorza Kozery – recenzja

      W życiu nie można być niczego pewnym – pokazuje przypadek bohatera “Drogi do Tarvisio”. To ironiczna, a zarazem gorzka opowieść o Polaku, który w kwietniu 2011 roku odbywa podróż do Pragi, Wiednia i Włoch.

      Książka Grzegorza Kozery może mocno zirytować czytelnika. Autor ośmiesza polskość, a raczej polaczkowatość, drwi z Niemców i Austriaków, nie znosi Żydów i do tego sądzi, że wszystko wie najlepiej.

      “Droga do Tarvisio” to przewrotna powieść i, aby ją zrozumieć, trzeba wgryźć się w jej treść bardzo głęboko.

      Autor serwuje nam zlepioną z polskich lęków, fobii, kompleksów, dziwactw i smutków prawdziwą i szczerą aż do bólu ksiażkę o tym, że nie żyjemy sami na tym świecie, że nie można kochać wyłącznie siebie. Między wierszami czytelnik wyczyta, że nie można być szczęśliwym w pełni, gdy nie zrozumiemy istoty szczęścia.

      Bohater przeżył kilka burzliwych związków z kobietami, i kiedy po pięciu latach kolejnego zorientował się, że to najprawdopodobniej ta jedyna i wymarzona, ta do której autentycznie wzdycha, oznajmia mu, że to już koniec. Chociaż śledząc losy tej dziwnej postaci, zadajemy sobie pytanie, czy rzeczywiście był jakiś początek u boku Matyldy. Mimo to bohater “Drogi do Tarvisio” uważa, że kończy się jego świat i nic już nie będzie takie samo. Teraz jedynym i najbardziej rozsądnym, według Grzegorza, posunięciem jest samotna wyprawa po Europie. Jest to swoista podróż, ponieważ odbywa się ona z duchem Mat, z którym główny bohater nie potrafi się rozstać.

      Skłamałabym, gdybym napisała, że “Droga do Tarvisio” spełniła moje czytelnicze oczekiwania. Nie stało się tak. Owszem, były momenty, kiedy uśmiech pojawił się na mojej twarzy, ale był on raczej ironiczny, krzywy. A szkoda!

      Historię opowiedzianą przez Grzegorza Kozerę polecam tym czytelnikom, którzy lubią być wodzeni za nos, lubią, gdy autor zmyli ich trop. Te osoby z pewnością przeżyją fascynującą przygodę czytając “Drogę do Tarvisio”.

      Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Dobra Literatura

      Źródło: http://krytycznymokiem.blogspot.com

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      sobota, 02 czerwca 2018 21:27

Wyszukiwarka

Tagi

Zakładki

  • Literatura polska

  • Literatura zagraniczna

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa