Z książką przez życie

Literatura polska

  • niedziela, 17 lutego 2019
    • #82 Wojciech Zawioła "Szukaj mnie"

      Dawno już nie czytałam książki, która wciągnęłaby mnie bez reszty, którą czytałabym z zapartym tchem od pierwszej do ostatniej strony. Na szczęście natrafiłam na powieść autorstwa Wojciecha Zawioły pt. "Szukaj mnie". 

       

      Uwielbiam książki, które opowiadają o codzienności, o tym, co bliskie każdemu z nas, o radościach i smutkach. W zasadzie półki księgarń i bibliotek pełne są takich historii. Mogłabym więc przebierać w tytułach niczym w ulęgałkach. Ja jednak jestem czytelniczką wybredną i żeby mnie coś zachwyciło i wywołało efekt "wow" potrzebuję czegoś niebanalnego. Nie sztuką jest opisywać zmagania z szarą rzeczywistością. To przecież każdy potrafi, kto choć trochę ma polotu pisarskiego. Sztuką jest zrobić to w taki sposób, żeby czytelnik nie odłożył książki na bok po kilku czy kilkunastu stronach. Autorowi opisywanej pzeze mnie pozycji udało się to bez dwóch zdań.

      To opowieść ciepła i dająca ukojenie, nieco zabawna, a zarazem nostalgiczna, przynosząca często gorzką  i bolesną refleksję nad ludzkim losem. Bardzo tajemnicza, co jest chyba największą jej zaletą. Właśnie ta tajemnica sprawiła, że nie miałam ochoty cisnąć jej w kąt i zabrać się za coś innego lub po prostu włączyć telewizor i bezmyślnie gapić się w przytłaczające mnie wiadomości z kraju i ze świata. Byłam zaintrygowana, co wydarzy się u bohaterów, w którą stronę zmierza akcja. A ta była niezwykle nieprzewidywalna. Do ostatniego zdania nie potrafiłam przewidzieć, jak całość się zakończy. Snułam w myślach swoje scenariusze i, jak się później okazało, żaden się nie sprawdził. No...może za wyjątkiem jednego. Udało mi się zgadnąć już po kilkudziesięciu stronach, dlaczego główna bohaterka tak dziwnie i nietypowo się zachowuje. Wam tego nie zdradzę. Chcę abyście sami się przekonali. Zapewniam, że warto!

      Nie napiszę już nic więcej na temat jej powieści. Niech moje króciutkie omówienie będzie dla Was inspiracją do sięgnięcia po tę lekturę. Zwykle choć trochę zdradzam, o czym są recenzowane przeze mnie książki. tym razem tego nie zrobię, bo obawiam się, że napisałabym za dużo. A to z całą pewnością zepsułoby Wam przyjemność czytania. Powiem tylko, że historia, z którą być może zdecydujecie się zapoznać jest skomplikowana, chwilami wzruszająca. Jest bodźcem do mocniejszego zanurzenia się w nią. 

      Chociaż fabuła jest smutna, to zdecydowanie brakuje w niej patosu, użalania się nad otaczającą rzeczywistością. Wszystko mamy wyważone i na swoim miejscu. 

      Jeśli potrzebujecie przystanku, zamyślenia, to "Szukaj mnie" na sto procent jest dla Was. Ja na tej książce się nie zawiodłam. Wprost przeciwnie - potrzebowałam czegoś takiego. 

      Życzę wszystkim miłej lektury, która zaowocuje ciekawymi spostrzeżeniami. 

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      niedziela, 17 lutego 2019 13:09
  • piątek, 25 stycznia 2019
    • #77 Magdalena Witkiewicz "Ósmy cud świata"

      O książkach Magdaleny Witkiewicz słyszałam niejednokrotnie. W większości przypadków opinie o nich były zadowalające. Jako że ja wtedy jeszcze po żadną z powieści tej autorki nie miałam okazji sięgnąć, postanowiłam to zmienić i sama przekonać się, czy wszystkie chwalebne recenzje nie są aby napisane na wyrost.

      Magdalena Witkiewicz to polska autorka, były analityk marketingowy. Na co co dzień mieszka w Gdańsku. Sympatię czytelniczek zyskała dzięki życiowym opowieściom o sile drzemiącej w kobietach. 

      Anna zbliża się nieuchronnie do czterdziestki. Kobieta, pomimo ustabilizowanego życia zawodowego, nie czuje spełnienia w życiu. Tęskni za miłością, prawdziwym i szczerym uczuciem, a także za wszelką cenę pragnie zostać matką. Chciałaby mieć przy sobie kogoś, kto byłby dla niej całym światem. Bohaterka postanawia więc nabrać do otaczającej ją rzeczywistości dystansu i wyjeżdża na urlop do Wietnamu. W trakcie podróży poznaje szarmanckiego i tajemniczego Tomasza, który budzi w Annie skrywane i nieco zapomniane uczucia. 

      Na wielu literackich stronach czytałam, że ta powieść nie jest za specjalnie odkrywcza, a jej fabuła mało skomplikowana. To prawda. Jednak dla mnie ta powieść była magiczna i w stu procentach zaspokoiła moje czytelnicze (i nie tylko) oczekiwania. Bowiem podczas lektury "Ósmego cudu świata" odnalazłam odpowiedzi na bardzo wiele nurtujących mnie ostatnio pytań. Powiem Wam więcej - książka skłoniła mnie do podjęcia pewnej, niezwykle ważnej dla mnie decyzji i uchroniła przed zrobieniem kroku, którego zapewne w niedługim czasie, bym mocno żałowała, że go zrobiłam. Także dziękuję pani Magdalenie za to z całego serca. 

      Myślę też, że nie tylko mnie Autorka tą historią sprowokowała do refleksji. W książce jest poruszony kilka ważnych tematów, takich jak samotność w tłumie, czy chociażby gonitwa za uczuciem, nie zważając na konsekwencje i na to, co myśli druga strona. Witkiewicz pokazuje ile jesteśmy w stanie zrobić i do czego się posunąć, by osiągnąć swój wymarzony cel. Fakt, pisarka cały czas podkreśla, że jeżeli na czymś nam bardzo zależy i pragniemy to osiągnąć, to nie powinniśmy się poddawać, tylko walczyć do końca. Pozostaje jednak pytanie, czy ta walka daje nam również prawo do przekraczania pewnych granic, choćby granicy przyzwoitości? 

      Jedną z ważniejszych myśli, jaką zaczerpnęłam dla siebie z tej książki była ta, że pod żadnym pozorem nie powinniśmy dzialać wbrew sobie, własnym pragnieniom, własnemu sumieniu. I z tym akurat się zgadzam. Aczkolwiek, zastanawiam się też, czy we wszystkich sytuacjach jest to możliwe? Czy nie jest też tak, że pewne rzeczy, czy sposób postępowania, mamy jednak narzucony już wcześniej, chociażby przez religię, kulturę? To kwestia dyskusyjna, nie mniej moje zdanie jest takie, że każdy powinien żyć w zgodzie z samym sobą, ale jednocześnie pamiętać o tym, by nie krzywdzić przy tym innych ludzi. Szczególnie tych, nam bliskich. Niech każdy wyrobi sobie swoje zdanie na ten temat. Jeżeli macie ochotę podzielić się nim ze mną, to będzie mi niezmiernie miło - zachęcam do komentowania tego wpisu.

      Do tego co już napisałam dodam, że język powieści jest prosty i jednocześnie plastyczny. Magdalena Witkiewicz przybliża nam kulturę Wietnamu i zwyczaje tam panujące. Na szczęście nie nudzi zbyt długimi opisami, więc książkę czyta się szybko i sprawnie. 

      Tym, którzy jeszcze wahają się, czy sięgnąć po "Ósmy cud świata" powiem, że zdecydowanie tak i nawet namawiam do tego. Tradycyjnie polecam tę lekturę wszystkim miłośnikom prozy Magdaleny Witkiewicz, kobietom, bo to niewątpliwie literatura kobieca i wszystkim tym, którzy mają chęć przeczytać coś odprężającego i lekkiego, ale jednocześnie niebanalnego. 

      W komentarzach dajcie znać, czy czytaliście już tę książkę i jak Wasze wrażenia, a także co czytacie teraz i co byście mi polecili. 


       


       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      piątek, 25 stycznia 2019 12:35
  • niedziela, 06 stycznia 2019
    • #71 O książce Ireny Matuszkiewicz

      Długo zbierałam się do tego, by przeczytać jakąkolwiek  książkę autorstwa naszej włocławskiej pisarki Ireny Matuszkiewicz. Pamiętam jak kiedyś moja mama kupiła jedną z jej książek. Zachwycała się stylem, jakim posługuje się autorka, śmiała do rozpuku z treści. Postanowiłam, że i ja sięgnę po książkę. Jeśli mojej rodzicielce się spodobało, to mnie też powinno. Pomyliłam się bardzo. Zaczęłam czytać tę powieść, po czym stwierdziłam, że to tylko strata mojego cennego czasu. Przeczytałam trzydzieści stron i nie wiedziałam o czym jest historia opowiadana przez panią Matuszkiewicz. Wszystko było jakieś rozmyte, wręcz rozmydlone. Dialogi, owszem – błyskotliwe, humorystyczne. To plus. Ale na tym zalety tego czytadła się kończyły. Odłożyłam książkę na półkę i przyrzeklam sobie, że nigdy nie sięgnę po lektury tej pisarki.

      Ale ostatnio gdy byłam w bibliotece coś mnie tknęło, żeby dać tej twórczości jeszcze jedną szansę. Wypożyczyłam ” Gry nie tylko miłosne” oczywiście nie kogo innego jak Pani Ireny Matuszkiewicz. Po raz drugi zawiodłam się boleśnie i tym razem z ręką na sercu powiedziałam, że NIGDY WIĘCEJ takich książek.  Do tej pory nie wiem o czym tak naprawdę traktowała opowieść. Zdążyłam „ustalić”, że bohaterką jest Julia Blenda – inżynier informatyki, która po studiach w stolicy wraca do rodzinnego Włocławka. Julia to zwykła gęś mowiąc kolokwialnie. Ubiera się strasznie staroświeckie, nosi zbyt workowate ubrania, ma dlugie, naturalne włosy i ani myśli ich ściąć. Dopiero za namową przyjaciółki dokonuje tego czynu. Kobieta naiwnie marzy o księciu z bajki. Wierzy, że znajdzie ukojenie w silnych, męskich ramionach (tere fere kuku). Julia nieustannie żałuje, że uległa presji rodziny i zamieszkała razem z matką i ojcem we Włocławku, gdzie dostała pracę za zaledwie 800 złotych miesięcznie, z czego i tak powinna być szczęśliwa, bowiem co czwarty mieszkaniec jej miasta może nazwać się bezrobotnym. Magister inżynier brakuje wielkomiejskiego życia, natomiast jej szef jest antyfeministą, co nieraz odczuwalnie zauważyła. Dodatkowo w jej firmie zaczynają dziać się niepokojące rzeczy – jeden z pracowników znika i zaczynają pojawiać się anonimowe przesyłki, mające na celu wyłudzenie pieniędzy.

      Tyle wyłuskałam z tych całych wynurzeń naszej pisarki. Niewątpliwą zaletą jej twórczości są dowcipne i blyskotliwie dialogi. Autorka używa ciekawych porównań, nie rzadko komentuje kąśliwie rzeczywistość. I to wszystko.  Bez wątpienia książkę można zakwalifikować do kiepskiego czytadła. Trzeba mieć mnóstwo cierpliwości i determinacji, aby przebrnąć dobrnąć do ostatniej strony. Kiedy już to wytrwały czytelnik zdoła uczynić zapewne wydobędzie z siebie wielkie „uff, wreszcie koniec”. Tak też uczyniłam ja. I obiecałam sobie, że następnym razem gdy będę wybierala się do biblioteki, zabiorę ze sobą swój sekretny notesik, w którym mam spisane wszystkie ciekawe tytuły powieści. W ten sposób nie popełnię po raz kolejny tego samego błędu. Bo przecież nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      niedziela, 06 stycznia 2019 20:07
  • wtorek, 25 grudnia 2018
    • #70 Aleksandra Tyl "Szczęście pachnie bzem"

      "Szczęście pachnie bzem" Aleksandry Tyl to poruszająca powieść o zaufaniu, miłości i przyjaźni oraz o tym, ile jesteśmy w stanie zrobić dla naszych przyjaciół.

       

      W życiu dziennikarki Izabeli Wieniawskiej dzieje się dużo. Wyczekiwane mieszkanie jest już gotowe do odbioru. Udało się uzbierać potrzebną kwotę na operację małej Oliwki, która niebawem wylatuje z matką do USA. Ponadto, Iza ma nową pracę, w którą wkłada całe swoje serce i energię. Wolne chwile spędza z ukochanym mężczyzną. W zasadzie dziewczyna nie ma żadnych powodów do niepokoju i zmartwień. Niestety, ta sielanka nie trwa długo i życie naszej bohaterki zmienia się diametralnie. Będzie musiała podjąć kilka ważnych decyzji i zweryfikować swoje plany. Co się wydarzy? Jak sobie poradzi bohaterka? 

      "Szczęście pachnie bzem" to powieść obyczajowa z miłosnym wątkiem w tle. Jednak miłość nie jest jedynym poruszonym tu tematem. Tyl bowiem pisze też o zaufaniu i sile kobiecej przyjaźni. Pokazuje przewrotność ludzkiego losu. 

      Chociaż książka podobała mi się i uważam, że jest utrzymana na bardzo dobrym poziomie, to nie zachwyciła mnie tak, jak część pierwsza, czyli "Aleja Bzów", którą również recenzowałam dla Was.

      Momentami nudziła mnie ta część. Wspominałam Wam, że lubię powieści o dziennikarzach i o kulisach tego zawodu, ale w tej lekturze dla mnie ten wątek był za mocno rozbudowany. Odnosiłam wrażenie, że to on wysuwa się na plan pierwszy. Przyznam się, że niestety nie tego oczekiwałam. Broń Boże nie skreślam tej pozycji, ale mam do niej zastrzeżenia właśnie takie, o jakich napisałam w tym akapicie. 

      Nie byłam zachwycona też zakończeniem. Trochę nawet mnie ono zniesmaczyło i sprawiło, że gdy skończyłam czytać książkę,  na mojej twarzy pojawił się krzywy uśmiech. Zabieg zastosowany przez pisarkę, według mnie, jest czystym chwytem marketingowym i napędzaniem sobie czytelników, a tego nie powinno się robić w literaturze. 

      Kończąc moją ostatnią w tym roku recenzję, powiem Wam w ten sposób - książkę polecam, bo jest niezła, ale radzę czytać tę lekturę z dystansem, bo jeśli potraktujecie ją za poważnie i Wasze oczekiwania wobec niej będą nie wiadomo jak wielkie, to się zawiedziecie. 


       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      wtorek, 25 grudnia 2018 20:10
  • środa, 19 grudnia 2018
    • #69 Kulisy zawodu dziennikarza

      O książce „Biblia dziennikarstwa” po raz pierwszy dowiedziałam się będąc na studiach. Wykładowczyni bardzo dużo opowiadała o tej pozycji i zachęcała nas, studentów filologii polskiej o specjalizacji dziennikarskiej, do przeczytania tej książki. Mnie długo zachęcać nie musiała. Ostatnio stwierdziłam, ze mam fioła na punkcie wszystkich publikacji opowiadającej o dziennikarstwie, kulisach tego zawodu. Uwielbiam, e tam uwielbiam, kocham czytać książki, ktorych bohater/bohaterka jest dziennikarzem/dziennikarką. (Tak na marginesie, znacie może takie pozycje? Jeśli tak, to bardzo proszę o napisanie tytułów w komentarzach. Z góry pięknie dziękuję. 

      Długo zbierałam się by zakupić sobie „Biblię dziennikarstwa”, a wszystko przez…cenę. Bardzo wysoka. Lepiej nie mowić. Ale uznałam, ze takie cudo warto mieć, bez względu na jego cenę. I ktoregoś pięknego dnia dostałam tę książkę od mojej mamy. Radość moja była ogromna. Możecie sobie wyobrazić. Zabrałam się za czytanie.

      „Biblia dziennikarstwa” pod redakcją Adama Skworza i Andrzeja Niziołka jest podzielona na trzy rozdziały a te na podrozdziały, w których omawiane są rózne gatunki dziennikarskie. Dla każdego znajdzie się coś, co może go zainteresować. Poza omówieniem głównych form dziennikarskich, takich jak: news, relacja, reportaż,  można znaleźć wiele ciekawych informacji, porad na temat dziennikarstwa podróżniczego, kulinarnego, fotograficznego. Można dowiedzieć się również na czym polega praca redaktorów i wydawców. Moim zdaniem cała książka jest zbiorem pożytecznych rad dla dziennikarzy, nie tylko początkujących.

      Na łamach książki wypowiadają się dziennikarze najlepsi w swoich dziedzinach. Chwalą się sukcesami, ale również opowiadają o swoich zawodowych porażkach. Podpowiadaj, co zrobić by ich uniknąć. Ciekawe jest to, że fachowcy prezentują nie  tylko strony pozytywne tego zawodu, ale także te, negatywne.

      Kolejną zaletą książki jest to, ze nie trzeba jej czytać w całości. I całe szczęście, bo jej rozmiary mogą odstraszyć potencjalnego czytelnika. „Biblię dziennikarstwa” można czytać od początku, od końca, albo od środka. Jak tylko Wam się podoba.

      Zachęcam zatem do przeczytania tej książki. Polecam ją zwłaszcza tym, którzy myślą poważnie o dziennikarstwie i chcą w przyszłości być dziennikarzami. Naprawdę warto!

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „#69 Kulisy zawodu dziennikarza”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      środa, 19 grudnia 2018 18:33
  • niedziela, 16 grudnia 2018
    • #68 Nicholas Sparks "Noce w Rodanthe"

      Nicholasa Sparksa chyba nikomu nie muszę przedstawiać. To autor takich popularnych powieśći jak: "List w butelce", "I wciąż ją kocham" czy "Pamiętnik". To autor, którego się twórczość albo uwielbiamy albo nienawidzimy. Ja należę do tej pierwszej grupy osób.

       

      Adrianne Wills jest kobietą dobiegającą sześćdziesiątki. Siedemnaście lat temu rozwiodła się ze swoim mężem i została samotną matką trójki nastolatków. Jej dzieci są już dorosłe i wyfrunęły z przysłowiowego gniazda. W najgorszej sytuacji jest niestety córka Adrienne - Amanda. Kobieta niedawno straciła męża, który przegrał walkę z nowotworem. Jest totalnie załamana. Adrienne nie może patrzeć na cierpienie własnego dziecka i decyduje się opowiedzieć historię z własnego życia. 

       

      Miała wówczas czterdzieści pięć lat i trafiła do małego nadmorskiego miasteczka Rodanthe, aby przez kilka dni zaopiekować  się pensjonatem swojej przyjaciółki. Jedynym gościem w tym czasie w Gospodzie był Paul Flanner, który wynajął pokój na pięć nocy. Co się wydarzyło podczas tych dni? 

      Adrienne i Paul to główni bohaterowie książki "Noce w Rodanthe". Niby różni, a jednak coś ich łączy...Ona i on wiele przeszli. Na swoich barkach dźwigają ciężki bagaż doświadczeń. Każde z nich znalazło się w tamtym miejscu w innym celu. Adrienne chciała odetchnąć po rozstaniu z mężem, nabrać dystansu do otaczającego ją świata, zaś Paul chciał zamknąć pewien rozdział swojego życia, który nie dawał mu spokoju. Nikt się nie spodziewał, że podróż do nieznanego miasta tyle zmieni i że tak wiele się wydarzy. 

      Ilekroć sięgam po powieści Nicholasa Sparksa, zawsze odnajduję w nich coś, co mnie porusza, co po zakończeniu książki siedzi we mnie i nie mogę się tego pozbyć, choć tak naprawdę, wcale nawet nie próbuję. Tym razem też tak było. Nie potrafiłam pozbyć się uczucia, że w pewnych fragmentach, ukryło się moje życie, moja historia. A jeśli już jej zabrakło, to przynajmniej widziałam w nich moje myśli, refleksje na temat życia, miłości i stosunków międzyludzkich. To niesamowite uczucie - coś, co właśnie przyciąga. To sprawia, że chcesz dalej zapoznawać się z tym, co tworzy autor. 

       

      "Noce w Rodanthe" to książka specyficzna, której nie da się zrecenzować tak, jak to zwykle robię w przypadku innych tytułów. Treść, którą proponuje nam Sparks, niemalże płynie. Cicho i niespiesznie, jakby swoim tempem. Jest tam pewna nostalgia, nieopisany smutek, ale także nadzieja na coś, co ma nadejść dopiero, do czego odlicza się dni razem z bohaterami. 

       

      Tę opowieść czyta się dobrze i nie nastręcza ona większych problemów. Mnie jednak przeszkadzało to, że tak mało w niej znalazło się dialogów. Odnoszę jednak wrażenie, że był to celowy zabieg literacki. 

       

      Komu polecam? Przede wszystkim fankom i fanom prozy Nicholasa Sparksa. Poza tym osobom lubiącym słodko-gorzkie opowieści obyczajowe. Myślę, że Wam się spodoba. 

       

      Dajcie znać czy czytaliście tę książkę i co o niej sądzicie? Podzielcie się także w komentarzach tytułami powieści, które teraz czytacie, a może, za które zamierzacie zabrać się w Święta. Bardzo chętnie poznam Wasze propozycje.


       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „#68 Nicholas Sparks "Noce w Rodanthe"”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      niedziela, 16 grudnia 2018 14:20
  • wtorek, 11 grudnia 2018
    • #67 Katarzyna Enerlich„Kiedyś przy Błękitnym Księżycu”

      Wróć do mnie…Może nie jest już za późno…Spróbujemy jeszcze raz przegadać to, o czym przez lata milczeliśmy. Wróć. Tym razem posłucham cię i nie zwiążę się z żadnym niewłaściwym mężczyzną. Nie będę się już ciebie wstydzić i udawać, że nie ma mnie w domu. Wróć, jeszcze raz popatrzymy na niebo, tak jak wtedy wczesną jesienią na Mazurach. Wróć(…) Może kiedyś przy Błękitnym Księżycu, na nowo ułożymy skrzydlate baśnie naszego życia.

      To fragment książki autorstwa Katarzyny Enerlich pod tytułem “Kiedyś przy Błękitnym Księżycu”.

      Podczas lektury tej opowieści czytelnikiem targają niesamowite emocje. Różne…

      Niekiedy złość, że główna bohaterka znowu ma pod górkę, innym razem irytacja, że jej ojciec znowu siegnął do kieliszka choć juz wydawało się, że przestał pić na dobre. Aż w końcu czytającego przepełnia radość z sukcesów Barbary.

      “Kiedyś przy Błękitnym Księżycu” to opowieść czterdziestokilkuletniej kobiety, która przedstawia całe swoje życie. Opowiada o ojcu alkoholiku, który przez dłuższy czas nie pozwala kobiecie zapomnieć o jej dzieciństwie. Nocne awantury, ciągły smród bimbru, krew lejąca się z twarzy ojca – to obrazki, które Basia zapamiętała najlepiej, od których za wszelką cenę próbuje się uwolnić.

      Główna bohaterka bardzo wcześnie rozpoczęła swoje życie seksualne, bowiem w wieku osiemnastu lat. Uporczywie pragnęła znaleźć miłość, marzyła o tym, by ktoś ją pokochał. Czy to tak wiele? Niby nie…Jednak dopiero przy ostatnim, trzynastym partnerze, kobieta znajduje spełnienie nie tylko cielesne, ale także duchowe. To przy nim czuje się szczęśliwa. Wie, że może być panią swojego losu. “Mogę dążyć do samorealizacji i harmonii, bo mam do tego prawo” – twierdzi z przekonaniem.

      Wiecznie roztargniona, nostalgiczna, wrażliwa na krzywdę innych. Nieustannie wierzy, że odnajdzie spokój, prawdziwą miłość swojego życia.

      Barbara pomimo szarości, która pojawiła się w jej życiu, umie odnaleźć pozytywne barwy na egzystencjalnej palecie.

      Katarzyna Enerlich otwiera przed czytelnikiem pewnego rodzaju drzwi, które pozwalają nam przejść do zupełnie innej rzeczywistości. Można byłoby powiedzieć, że przecież doskonale wszyscy znamy ludzki umysł i wygląd naszego otoczenia. Jednak gdyby dokładnie temu wszystkiemu przyjrzeć się, użyć lupy bądź po prostu wytężyć wzrok, dostrzeglibyśmy rysy na twarzach mijanych przez nas ludzi.

      Autorka w mistrzowski sposób operuje słowem, niemalże smaga nim swoich czytelników w ten sposób, by zmusić ich do refleksji nad codziennością, przemijalnością, miłością.

      Doskonale potrafi wczuć się w to, co przeżywa bohaterka. W jej każdą rozterkę, radość, obawę. To niezwykle trudna sztuka, ale Katarzynie Enerlich się ona udała.

      Mimo że “Kiedyś przy Błękitnym Księżycu” nie jest książką łatwą, bo porusza trudny temat, to warto sięgnąć po tę powieść. Nie brakuje tutaj momentów nostalgicznych. Jednak lekturze tej przyświeca naczelna zasada: “Jestem tym czym moje myśli…Nawet kwiat może wyrosnąć na skale.” To piękne słowa, która zapewne motywują nas do tego, że bez względu na wszystko WARTO WALCZYĆ O SIEBIE, SWOJE SZCZĘŚCIE I MARZENIA, KTÓRE KAŻDEGO DNIA RODZĄ SIĘ W NASZEJ GŁOWIE. Tylko od nas zależy czy pozwolimy zadziałać mocy podświadomości i urzeczywistnić je, czy też zamkniemy się na jej działanie i będziemy czekać na to, co przyniesie los.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      wtorek, 11 grudnia 2018 18:36
  • niedziela, 09 grudnia 2018
    • #66 Agata Przybyłek „Jeszcze raz”

       Agata nie potrafi pogodzić się z odejściem Alana. Postanawia, że nie da za wygraną i odzyska ukochanego. Czy jej się to uda?

      „Jeszcze raz” autorstwa Agaty Przybyłek to kontynuacja losów Alana, młodego lekarza. Tych z Was, którzy jeszcze nie znają tej historii, odsyłam do mojej recenzji książki pt. „Bez Ciebie”, która jest już na blogu.

      Agata Przybyłek już od pierwszych stron zaczyna z wysokiego C, czym wbija w fotel swoich czytelników. Katarzyna odeszła, umarła. Nie powróci. Alan cały czas próbuje się pozbierać po tej tragedii, która go spotkała. Choć są przy nim przyjaciele, jego ciotka, to jest mu niewyobrażalnie ciężko. Najchętniej nie wychodziłby z kliniki, w której pracuje. Prawie nic nie je. Jest właściwie cieniem siebie samego. Bliscy nie mogą patrzeć jak się męczy. Chcą mu pomóc. Przyjaciel naszego bohatera, Bruno, decyduje się na ryzykowny krok – prosi byłą dziewczynę Alana o pomoc, bo jego zdaniem, tylko ona może sprawić, że chłopak znowu zacznie normalnie żyć. Czy ma rację?

      Ponownie autorka porusza w swojej powieści ważne tematy społeczne, a także prowokuje nas do głębokich refleksji nad nimi. Pisze o radzeniu sobie z rozstaniem – także tym ostatecznym i nieodwracalnym, o traumach, które tkwią w człowieku latami. Pokazuje złożoność ludzkiej natury. I przyznam szczerze, że robi to doskonale.

      W książce poświęca sporo miejsca na ukazanie dramatycznej przeszłości głównej bohaterki – Agaty. Dziewczyna mieszkała  w niewielkiej miejscowości niedaleko Bostonu. Matka była księgową, a ojciec dyrektorem jednej z lokalnych szkół. Ktoś by powiedział: „Wzorcowa rodzina. Tylko pozazdrościć”. Nikt się nawet nie spodziewał, co w tej niby przykładnej rodzinie się działo przez wiele lat. Przez jakie piekło musiała przechodzić Agata. Jak sobie z tym poradziła? Sprawdźcie sami! Uprzedzam- przygotujcie się na dużą dawkę emocji. Niejednokrotnie będziecie zaciskać zęby ze złości.

      Pisarka stworzyła galerię barwnych i bardzo wyrazistych postaci. Szczególną uwagę poświęciła Alanowi. Po mistrzowsku zbudowała portret psychologiczny lekarza, który przeżywa żałobę. Huśtawka emocjonalna, rozdzierający ból duszy, chaos w sercu, a do tego szara codzienność, której musi stawić czoła mężczyzna. To nie takie proste. Jak sobie poradzi z tym wszystkim Alan?

      Agata zaś jawi się jako silna i niezależna kobieta. Taką zakłada codziennie maskę. A kto kryje się pod nią? Pod maską widzimy kruchą, bezradną dziewczynę, ale jednocześnie taką, która nie cofnie się  przed niczym, by zaspokoić swoje zachcianki i pragnienia. Jest totalnie głucha na to, co radzą jej inni. Idzie po swoje. Czy dobrze robi? Może powinna powiedzieć stop, kiedy napotyka opór?

      Całość niewątpliwie porusza. Czytając „Jeszcze raz” Agaty Przybyłek niejednokrotnie zadawałam sobie pytanie, co ja zrobiłabym w danej sytuacji i czy zachowałabym się tak jak dana postać czy wręcz przeciwnie. Być może i Wy będziecie mieli podobne dylematy podczas czytania tej powieści. Na pewno nie jest to historia, którą czyta się w jeden wieczór, o nie! Nie da się jej połknąć na raz. Czasem trzeba nawet zatrzymać się, pomyśleć nad treścią. Uważam, że to zaleta dobrej literatury. Taka z pewnością zostaje z nami na dłużej.

      Ogólnie powieść oceniam jako bardzo dobrą i godną polecenia. Nie mniej jest coś, co niespecjalnie mnie ujęło. Chodzi mianowicie o zakończenie. Jest ono niejednoznaczne. Po przeczytaniu ostatniego zdania w myślach spytałam siebie: „Ale co dalej?” Nie wiem, być może jest to zabieg celowy zastosowany przez autorkę. Być może planuje napisać następną część, w której dopiero dowiemy się, jak potoczyło się życie konkretnych postaci. W każdym razie, ja poczułam lekki niedosyt i coś w rodzaju zawieszenia w próżni. A że życie tejże nie lubi, to liczę na to, że niebawem zostanie ona wypełniona i na rynku wydawniczym pojawi się kolejna książka spod pióra pani Agaty Przybyłek. Czego sobie i wiernym fanom jej twórczości życzę.

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      niedziela, 09 grudnia 2018 13:42
  • czwartek, 06 grudnia 2018
    • #65 Piotr Kołodziejczak "Puść już mnie"

      „Puść już mnie” to opowieść o relacjach damsko-męskich. Piotr Kołodziejczak opowiada historię toksycznego związku, w którym kobieta w pewnym momencie postanawia walczyć o swoją godność. Czy jej się to udaje?

      Bohaterką powieści jest 32-letnia Ewelina, odnosząca zawodowe sukcesy w odziedziczonej po matce firmie.

      Już na samym początku dowiadujemy się, że dziewczyna wychowywała się bez ojca. Być może dlatego w swoim dorosłym życiu nienawidzi mężczyzn. W firmie, którą prowadzi zatrudnia same kobiety, a w momencie, gdy dowiaduje się, że jej pracownica jest w ciąży – zwalnia ją.

      Zagłębiając się coraz bardziej w powieść dowiadujemy się, że Ewelina jest rozwódką. Małżeństwo z Rafałem, dobrze zapowiadającym się architektem, trwało zaledwie trzy lata. Ewelina często zastanawiała się, dlaczego ten na pozór idealny związek tak nagle się rozpadł. Kobieta kochała swojego męża ślepą miłością. Za wszystkie niepowodzenia w swoim małżeństwie obwiniała siebie. Uważała, że Rafał w zasadzie nie ma jej za co kochać, bo przecież jest beznadziejna. W końcu to on jest znany i ceniony, dobrze zarabia, a ona – co? By mieć jakieś pieniądze, utrzymać siebie i ukochanego zarabia jako sekretarka w kancelarii, dopiero później, dzięki matce, udaje jej się stanąć na własnych nogach.

      Tymczasem Rafał coraz później wraca do domu, nie dostrzega już walorów fizycznych swojej żony, nawet nie chce słyszeć o dziecku. Natomiast w rocznicę ich ślubu zjawia się kompletnie pijany z całkiem trzeźwym kolegą z wojska, który później zakrada się nocą do łóżka Eweliny i chce uprawiać z nią seks tylko po to, by zaspokoić fantazje Rafała. To zdarzenie powoli otwiera naszej bohaterce oczy, ale nie na tyle by powiedzieć temu wszystkiemu „dość”.

      Taką decyzję podejmuje dopiero gdy odkrywa, że jej wspaniały, ukochany małżonek spotyka się z inną kobietą. To moment przełomowy w życiu tej 32-latki. Postanawia zakończyć całą farsę i wziąć rozwód.

      Po rozstaniu z Rafałem dziewczyna przechodzi stopniową metamorfozę. Staje się niezależna, jest panią własnego losu. Jednak nadal nienawidzi płci przeciwnej.

      Sytuacja zmienia się, kiedy w salonie odnowy biologicznej poznaje Janka, również rozwodnika. Żona Janka zdradziła go z Włochem na kursach gastronomicznych.

       

      Ewelina początkowo traktuje Janka chłodno. Zbywa go, odpowiada zdawkowo. Zbiegiem czasu jednak przekonuje się do mężczyzny. Wszystko układa się gładko. Do chwili gdy znowu w życiu Eweliny nie pojawia się Rafał. Zjawia się z kwiatami, winem i ulubionymi czekoladkami bohaterki. Nastrój jest na tyle szampański i błogi, że…niewierny mąż zostaje aż do następnego dnia.

      Po tej upojnej nocy Ewelinę nachodzą wątpliwości, że może zbyt pochopnie zażądała rozwodu…Może mąż się zmienił i naprawdę ją kocha? Czy rzeczywiście tak jest? W czyich ramionach główna bohaterka książki „Puść już mnie” odnajdzie szczęście? Na te pytania uzyskacie Państwo odpowiedź, gdy zdecydujecie się sięgnąć po książkę i ją przeczytać.

      Kilka słów o autorze:

      Piotr Kołodziejczak zadebiutował na polskim rynku wydawniczym w roku 2004, publikując powieść „Wschody do nieba”. „Klępy śpią” i „Nie rób mi tego” to kolejne powieści w jego dorobku. „Puść już mnie” to czwarta powieść Kołodziejczaka, która ukazała się w roku 2009. W tym samym roku ukazała się też książka „Bo wiesz…”, a w ubiegłym roku na półkach księgarń pojawiła się „Kobieta niespodzianka”. Autor próbuje także swoich sił jako kompozytor.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „#65 Piotr Kołodziejczak "Puść już mnie"”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      czwartek, 06 grudnia 2018 18:35
  • sobota, 01 grudnia 2018
    • #64 Katarzyna Rygiel "Pod powiekami"

      “Pod powiekami” Katarzyny Rygiel to książka, która na długo po jej zakończeniu, pozostaje w pamięci czytelnika. To opowieść o niespełnionej miłości, przyjaźni, o dojrzewaniu do podejmowania trudnych decyzji.

      "Pod powiekami” to wzruszająca opowieść o miłości, akceptacji, przyjaźni, dojrzewaniu do podejmowania trudnych decyzji, o często trudnych do przyjęcia konsekwencjach naszych wyborów. Historia, którą opowiada autorka mogła i może przydarzyć się każdemu z nas.

      Michała Tarnowskiego, głównego bohatera poznajemy, gdy jest już dojrzałym, czterdziestoletnim mężczyzną. Przybywa on do małej, malowniczo położonej miejscowości w górach. Pragnie odetchnąć od codziennych spraw, zgiełku, codziennego pośpiechu Tam zatrzymuje się u kobiety, która jest niewiele starsza od niego. Sympatyczna pani chętnie przyjmuje gościa pod swój dach i traktuje go jak kogoś z rodziny, co bardzo zaskakuje Michała.

      Właścicielka domu udostępnia tajemniczemu przybyszowi niewielki, ale przytulny pokoik. Tarnowski czuje się w nim jak u siebie w domu. Jego uwagę niemal od samego początku przykuwa wielkie czarno-białe zdjęcie, które wisi na ścianie. Początkowo zachwyca się profesjonalizmem, z jakim został wykonany portret. Podziwia kolory, grę świateł, ostrość. I to przyzwyczajenie wcale nie dziwi, gdyż dowiadujemy się, że mężczyzna jest fotografem.

      Jednak w duchu podziwia jeszcze coś. Postać, która jest na zdjęciu. Jest nią 24-letnia Marta, córka gospodyni. Michał ze wszystkich sił próbuje się oprzeć jej urokowi. Bezskutecznie. Dostrzega w Marcie atrakcyjną kobietę i pragnie poznać ją bliżej. Zastanawia się jaka jest, co lubi, o czym marzy.

      Myśli o niej nieustannie. Dzień i noc. Z jednej strony wstydzi się swoich myśli, pragnień, bo przecież jej matka przyjęła go pod swój dach. Z drugiej zaś strony, myśli są od niego silniejsze. Postanawia zdobyć Martę i odnaleźć klucz do jej serca. Czy uda mu się zrealizować ukryte marzenia? Kim okaże się Marta? Na te pytania znajdziecie Państwo odpowiedź w książce autorstwa Katarzyny Rygiel “Pod powiekami”.

      Nie chciałabym zdradzać całej fabuły, gdyż odebrałabym wówczas Państwu przyjemność czytania tej niewielkich rozmiarów książki. Jednak przybliżę nieco postać głównego bohatera tej opowieści, bo jest on nietuzinkowym człowiekiem i godnym uwagi.

      Michał zawsze był osamotniony. Nawet wtedy gdy brał do ręki blok rysunkowy i zapełniał go dziecięcymi rysunkami. Właściwie swoje dzieciństwo spędził przebywając najczęściej w kuchni bądź w pokoju, w którym spała jego mała siostra Ania. Czuł się za nią odpowiedzialny. Często wchodził na bosaka do jej pokoiku tylko po to, by sprawdzić czy śpi.

      Rodzeństwo Tarnowskich wychowywało się z matką. Ojciec zostawił ich twierdząc, że potrzebuje wolności. Pani Tarnowska nigdy nie wniosła pozwu o rozwód.

      Kiedy Michał nauczył się czytać jego ulubionym miejscem stała się biblioteka. Tam szukał ucieczki od problemów, rzeczywistości. Twierdził, że w książkach można znaleźć to, czego nie odnajdujemy w realnym świecie.

      Obok historii przedstawionej przez Katarzynę Rygiel nie można przejść obojętnie. To opowieść, która zapada w pamięci na bardzo długo już po jej lekturze. Rygiel operuje językiem barwnym, ale jednocześnie zrozumiałym dla potencjalnego czytelnika.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      sobota, 01 grudnia 2018 18:22
  • czwartek, 29 listopada 2018
    • #63 Agata Przybyłek „Bez ciebie”

      Zauważyłam, że w moje ręce coraz częściej trafiają książki, po których przeczytaniu jeszcze długo o nich myślę, które dotykają każdej struny mojej duszy.

      Tak było również tym razem, gdy sięgnęłam po powieść Agaty Przybyłek „Bez ciebie”.

      Katarzyna od początku swojego istnienia nie miała łatwego życia, dlatego gdy tylko nadarzyła się okazja, wyjechała do Stanów Zjednoczonych w poszukiwaniu swego szczęścia. Gdy spotyka Colina ma wrażenie, że teraz już tylko będzie cudownie i że nic jej nie grozi. Mężczyzna jest czuły, opiekuńczy, zapewnia wszystko, czego kobieta może zapragnąć. Pozornie. Nikt nie wie, co dzieje się w mieszkaniu tej pary. Nagle sielanka, swoiste niebo na ziemi zamienia się w piekło, z którego trudno się wydostać. Colin staje się zaborczy, a na domiar złego swoje niepowodzenia w pracy wyładowuje na biednej Katarzynie, znęcając się nad nią psychicznie i fizycznie. Kobieta boi się dotyku własnego męża, jego podniesionego głosu. Mimo to nadal kocha Colina i nie potrafi się z nim rozstać. Na szczęście wszystko wychodzi na jaw, bo skatowaną kobietę znajduje jej teściowa i pomaga Kasi wyrwać się z domu.

      To było moje pierwsze, i już wiem, że nie ostatnie spotkanie z twórczością Agaty Przybyłek.

      Przemoc w rodzinie to ciągle wstydliwy temat. Nie lubimy o niej mówić. Ofiary przemocy milczą, bo się boją co będzie dalej. Często jest też tak, że łudzą się, że oprawca się opamięta. Ten zaś zawsze się tłumaczy i obiecuje, że już więcej nie uderzy ofiary. Do następnego razu. I tak w kółko.

      Pisarka podejmuje ten drażliwy temat. Swoim czytelnikom nie szczędzi scen, które mrożą krew w żyłach. „ Bez ciebie” to powieść pełna emocji. Skłania do refleksji i wielu przemyśleń. Chociaż główny wątek nie należy do najprzyjemniejszych, to książkę czyta się szybko, z ciekawością, co jeszcze czeka bohaterów. A zakończenie…wbija w fotel i sprawia, że człowiek nie może pozbierać się po lekturze. Powieść pochłania od pierwszej do ostatniej strony. Jest to jedna z tych historii, po przeczytaniu której stwierdziłam, że sytuacje opisywane przez Przybyłek są mi szalenie bliskie, a z wykreowanymi postaciami utożsamiam się. Czytając „Bez ciebie” pod nosem mówiłam sobie: „Boże, przecież mnie coś takiego też się przydarzyło.

      Czuję, że ta historia na długo ze mną zostanie. Tyle pytań podczas jej czytania się pojawiło w mojej głowie. Wniosków wcale nie mniej. Niektóre słowa czy zdania wypowiedziane przez bohaterów na tyle mnie poruszyły, że zaczęłam analizować poszczególne zdarzenia, które przeżyłam i stwierdziłam, że muszę coś zmienić, ruszyć pewne sprawy z miejsca.

      Komu polecam książkę Agaty Przybyłek? Każdemu! Uważam, że jest ona adresowana zarówno do płci pięknej, jak i do mężczyzn. A może właśnie do nich przede wszystkim? W końcu to Wy, Panowie, macie problemy z okazywaniem nam uczuć. Choć i panie nie zawsze są w tej materii wylewne. Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że autorka daje swoim czytelnikom do zrozumienia, że absolutnie nie powinniśmy niczego odkładać na potem, bo potem może nie nadejść. Nie czekajmy na lepsze okazje. Teraz jest najlepszą okazją. Słuchajmy głosu swojego serca. To bezbłędny doradca, bo to, co ukryte jest na jego dnie, wypływa przecież z nas samych.

       

       

       

       

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „#63 Agata Przybyłek „Bez ciebie””
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      czwartek, 29 listopada 2018 20:01
  • wtorek, 27 listopada 2018
    • #62. Olga Rudnicka „Fartowny pech”

      O książkach Olgi Rudnickiej czytałam różne opinie na blogach literackich. Jedne głosiły, że warto sięgnąć po powieści tej autorki, inne zaś, że lepiej omijać je szerokim.

      Postanowiłam sama wyrobić sobie zdanie i sięgnęłam po "Fartowny pech”.

      Filip Nadziany, policjant, staje się ofiarą podstępu swojej kochanki. W akcie zemsty dziewczyna przypina go do łóżka. Żeby by było zabawnie przypina go kajdankami i tu i ówdzie przystraja czerwoną kokardką. Jakby tego było, mało cały proceder zostaje uwieczniony na zdjęciu, a fotka z kolei wpuszczona do Internetu, dzięki czemu wszyscy dowiadują się o preferencjach Nadzianego i jego zabawach poza miejscem pracy. Jeśli ktoś myśli, że to koniec przygód pechowego policjanta, to się bardzo myli. Bowiem z sanatorium nagle wraca mamusia naszego bohatera i zastaje synalka takiego jak go Pan Bóg stworzył. Oczywiście musi się starszej pani wytłumaczyć. Policjant ma już dość tego, że stał się pośmiewiskiem wśród znajomych i postanawia poprosić szefa o przeniesienie. Chce przeprowadzić się na wieś, bo ma nadzieję, że tam odnajdzie spokój i uda mu się zapomnieć o niechlubnym wydarzeniu.

      Mamy także Krystiana Dzianego. Kolejną ofiarę losu. Zostaje on pobity przez dwunastoletnią dziewczynkę. Podobnie jak wyżej wymieniona postać stwierdza, że chce cos zmienić w swoim życiu. Marzy o karierze prywatnego detektywa. Czy spełnią się jego marzenia?

      I jest jeszcze Gianni, który obiecuje, że nigdy nie będzie pracował w Polsce. Jednak, jak doskonale wiecie, los bywa przewrotny i uwielbia płatać nam figle. Mężczyzna musi zostać w Polsce i przyjąć zlecenie. Nie wie, że przyjdzie mu pracować u gangstera.

      Mniej więcej nakreśliłam Wam o czym jest książka. Więcej jednak nie zdradzę.

      Prawdę mówiąc to mam spory problem z tą powieścią i nie wiem co mam o niej myśleć. Bo z jednej strony lektura była to zabawna, nasycona komizmem sytuacyjnych, zabawnymi dialogami, przy czytaniu których uśmiałam się do łez, ale…coś było niestety nie tak. Czegoś było za dużo, a czegoś znów za mało. Nie była to powieść, o której będę pamiętała jeszcze przez długi czas albo może przez wiele miesięcy czy lat. Nie poczułam, żeby coś zmieniła we mnie, w moim światopoglądzie. Ot, taka historyjka, którą mogę potraktować na zasadzie „przeczytać, pośmiać się i zapomnieć”. Wiele powieści już przeczytałam, przede wszystkim polskich autorek i autorów i mam prawo oczekiwać od literatury czegoś więcej niż jedynie rozrywki, bo tę niewątpliwie autorka mi zaserwowała. Nic poza tym.

      W tym miejscu zapewne zniecierpliwieni pytacie „No ale polecasz czy nie?” Ani tak, ani nie. To już zależy od Was. Jeżeli szukacie rozrywki, lubicie lekkie kryminały i nie jesteście wymagającymi czytelnikami, to tak, polecam Wam tę książkę.

      Ale jeśli poszukujecie czegoś z wyższej półki, co Was maksymalnie wciągnie, zaintryguje, to zdecydowanie skierujcie swój wzrok na inny tytuł. Myślę, że spokojnie znajdziecie coś co zaspokoi Wasz czytelniczy gust.

      Muszę się przyznać, że mam dylemat, który mam nadzieję, że pomożecie mi rozwiązać. Otóż zapisałam sobie  w moim zeszycie bodajże jeszcze dwie pozycje autorstwa Olgi Rudnickiej. Nie wiem tylko, czy po nie sięgnę, bo nie chcę po raz kolejny się rozczarować. Jest przecież tyle interesujących książek do przeczytania. W związku z tym mam pytanie, czy czytaliście coś już tej autorki? Jakie są Wasze wrażenia? Co polecacie?

      Dajcie znać, co ostatnio przeczytaliście. Może chcielibyście, żebym  jakąś książkę zrecenzowała tutaj? Czekam na Wasze komentarze i podpowiedzi.

      Tymczasem do następnej recenzji, która już niebawem na moim blogu się pojawi.


       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      wtorek, 27 listopada 2018 18:33
  • poniedziałek, 26 listopada 2018
    • #61. „Zielone drzwi” Katarzyny Grocholi – recenzja książki

      “Zielone drzwi” autorstwa Katarzyny Grocholi to niezwykła książka, wobec której nie można przejść obojętnie. W swojej bardzo osobistej powieści autorka udowadnia, że w życiu z każdej sytuacji jest wyjście.

       

      Nasze życie pisze najlepsze scenariusze. Ono potrafi zaskakiwać najbardziej nieoczekiwanymi zwrotami akcji. To właśnie w książce “Zielone drzwi” Katarzyna Grochola próbuje udowodnić swoim czytelnikom. I z całą pewnością jej się to udaje.

       

      W sposób prosty, zwyczajny, ale także błyskotliwy i nie pozbawiony humoru pisarka opowiada historię swojego życia. Zaczynając od narodzin, czasów szkoły podstawowej, czasów licealnych, a kończąc na dorosłości, kiedy to jest już znaną pisarką, ma dorosłą córkę, własnoręcznie wybudowany dom. Strony rodzinne, spełnione i niespełnione marzenia, pierwsze przyjaźnie, miłości, oświadczyny, podróż do Libii, narodziny córki, romans rozwód, aż wreszcie kolejna wielka miłość i równie wielkie rozstanie, choroba nowotworowa – wszystko to opisuje Grochola w książce. Nie stroni też od trudnych tematów, takich jak śmierć. Ze szczegółami opowiada o pracy w szpitalu w charakterze salowej, o trudnej przyjaźni z nieuleczalnie chorymi pacjentami, o tym, jak pomagała im godnie odejść. Ma odwagę opowiedzieć o stracie pracy oraz o tym, jak pewnego dnia zorientowała się, że brakuje jej pieniędzy na życie.

       

      Jednak każdą z tych sytuacji pisarka kwituje jednym stwierdzeniem – “wszystko jest po coś”. Od każdego człowieka, którego napotkałam na swojej drodze nauczyłam się czegoś nowego, niezwykle istotnego – pisze. – Dostaję do odrobienia kolejne lekcje, a jeśli ich nie odrabiam, powtarzają się do znudzenia.

       

      Z opowieści, jaką snuje Katarzyna Grochola dowiadujemy się, że nie miała łatwego życia. Jednak nigdy się nie poddała. W każdym momencie towarzyszyła jej wiara w lepsze jutro. Wiedziała i wie do tej pory, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Autorka z uporem przekonuje nas, że nawet z najbardziej beznadziejnej sytuacji jest wyjście. Kiedy autorka stanie oko w oko z kolejnym problemem powie: “Wolę napis wstęp wzbroniony, aniżeli wyjścia nie ma”.

       

      Ktoś mógłby zapytać – po co znana pisarka pisze książkę, w której opisuje własne życie, nie pomijając najbardziej bolesnych, często traumatycznych chwil? Odpowiedzi udziela sama Katarzyna Grochola: “Ku pokrzepieniu serc. Chciałam sobie przypomnieć rzeczy, które mnie spotkały, nie otwieram na oścież zielonych drzwi, tylko je uchylam…”

       Być może jedni odbiorą tą lekturę jako swoistą spowiedź kogoś, kogo dotychczas znali tylko ze szklanego ekranu, może ktoś uzna “Zielone drzwi” za następne czytadło – gusta są różne, każdy ma prawo do własnej opinii. Ja jednak książkę polecam bardzo gorąco zwłaszcza tym, którym wydaje się, że w życiu wszystko już przeszli, wszystko zobaczyli. Tym, którzy twierdzą, że nic już ich złego spotkać nie może, że życie już niczym ich nie zaskoczy. Po przeczytaniu tej wzruszającej, pełen emocji historii dowiedzą się, że wszystko się jeszcze może zdarzyć i że trudne nas umacnia.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „#61. „Zielone drzwi” Katarzyny Grocholi – recenzja książki”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 26 listopada 2018 17:32
  • sobota, 24 listopada 2018
    • #60. Recenzja książki „Ono” Doroty Terakowskiej

      Czy ONO słyszy? A jeśli słyszy i przestraszy się tego wszystkiego i nie chce wyjść? Co jeśli usłyszy wszystkie przekleństwa, obelgi?

      „Ono” to historia dziewiętnastoletniej Ewy. Do niedawna dziewczyna żyła marzeniami, miała swój świat. Była dziewczyną bez przyszłości, bez żadnych perspektyw. Jej życie bardziej przypominało egzystencję.

      Dziewczyna marzy o lepszym świecie, o dobrej pracy. I wtedy „niejasne, wzięte z filmów wyobrażenia dziewczyny zderzają się z brutalną rzeczywistością”. W jednej chwili sięga gwiazd i zostaje wybrana na dziewczynę millenium. Tańczy, bije od niej seksapilem. Wszystkie oczy kierują się na nią…Tymczasem ona dostrzega trzech, z pozoru miłych chłopaków. Uśmiechają się do niej zalotnie.

      Ewa naiwnie myśli, że chcą jej pomóc wyrwać się z małego miasteczka, w którym mieszka. A może nawet im się podobam? – myśli bohaterka. Nic z tego! Pudło!

      Dziewiętnastolatka zostaje zgwałcona i …zachodzi w ciążę. Od tej pory jej świat zaczyna walić się. Co zrobić? Urodzić? Wychowywać samotnie czy szukać ojca dziecka? Na te pytania bohaterka próbuje znaleźć odpowiedź. Czy ją znajdzie? Jaka będzie jej decyzja? Przekonajcie się Państwo sami czytając książkę Doroty Terakowskiej pt: „Ono”.

      To niezwykle wzruszająca opowieść o miłości, przyjaźni, wzajemnej akceptacji.

      Jest to opowieść, która dostarcza nam wiele emocji. Napisana jest językiem zrozumiałym. Nie brakuje w niej ciekawych opisów stanów emocjonalnych, w których znajdują się bohaterowie.

      Książkę przeczytałam w ramach wyzwania „Polacy nie gęsi, czyli czytajmy polską literaturę”.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „#60. Recenzja książki „Ono” Doroty Terakowskiej”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      sobota, 24 listopada 2018 17:57
  • czwartek, 22 listopada 2018
    • #59. „Kruchość porcelany” Moniki Sawickiej

      „Kruchość porcelany” to debiut literacki Moniki Sawickiej. I to właśnie tak książka jest uważana za najlepszą w dotychczasowym dorobku autorki.

      Bohaterką tej opowieści jest trzydziestokilkuletnia Zuzanna Maks. Ma ona dziewięcioletnią córeczkę Amelkę, która zadaje pytania, których zdecydowanie nie powinna zadawać mała dziewczynka. Kobieta posiada też psa, koty, samochód i wieczny bałagan w sypialni. Niby nic takiego. Ja jednak odczytałam ten wieczny bałagan jako ilustracje życia bohaterki, czyli nic innego jak galimatias, nieuporządkowanie.

      Co jeszcze ma Pani Maks? Pani Maks ma też męża. Męża, który od dziewięciu lat maltretuje swoją ukochaną żonę. Męża, który czas umila sobie w towarzystwie prostytutek.

      Zuza żeby jakoś przejść przez to swoje trudne życie tworzy sobie we własnej wyobraźni kochanka, którego nazywa nie inaczej jak właśnie Wymyślonym. To z nim rozmawia, uprawia seks, śmieje się, płacze. Maks żyje ciągle w nierealnym świecie. To jej odskocznia od szarej rzeczywistości. Być może dzięki temu nie wylądowała jeszcze w wariatkowie?

      Zuzanna Maks ma jednak w każdym aspekcie życiowym pod górę. Niby wszystko układa się w jej życiu dobrze, córka przynosi ze szkoły same czwórki i piątki, ona ma swojego ukochanego Wymyślonego…I nagle dowiaduje się, że ma również raka piersi. Świat Maks znowu zaczyna się walić. Ból, strach, niepewność – to jest wszystko to, w czym teraz tkwi bohaterka książki „Kruchość porcelany”.

      Czy poradzi sobie ze sobą, z własnym życiem? Czy spotka wreszcie kogoś, kto nie będzie tylko wytworem jej wyobraźni? Na te i inne pytania znajdziecie Państwo odpowiedź w książce Moniki Sawickiej.

      Warto spędzić popołudnie lub wieczór z tą książką. Gwarantuję Wam, że nie pożałujecie czasu poświęconego tej historii.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      czwartek, 22 listopada 2018 14:41
  • niedziela, 18 listopada 2018
    • #58. Aleksandra Tyl „Aleja Bzów”

      Osoby, które znają mój gust czytelniczy dobrze wiedzą, że bardzo często sięgam po powieści, w których rozbudowany jest wątek miłosny, a jeśli jeszcze dodatkowo któraś z postaci jest dziennikarką bądź dziennikarzem, to takiej pozycji nie jestem w stanie się oprzeć. Tak też było w przypadku książki autorstwa Aleksandry Tyl pt. „Aleja Bzów”.

      Główną bohaterką tej powieści jest dobiegająca trzydziestki Izabela Wieniawska. Dziewczyna pracuje jako dziennikarka w tygodniku społeczno-kulturalnym „OKO”.

      Mieszka u przyjaciółki i z niecierpliwością oczekuje momentu, kiedy będzie mogła wprowadzić się do własnego mieszkania, które dopiero zaczyna się budować. Jej rodzice rozwiedli się i mieszkają daleko od Warszawy, więc najbliższą dla Izy jest jej babcia, która mieszka w małej miejscowości Skotniki. Iza jest ambitna, wszystko chce wypracować sama, nie lubi gdy ktoś szepce za jej plecami, że to czy owo osiągnęła dzięki znajomościom z wpływowymi osobami.

      Iza podbiła moje serce od razu, czyli w momencie gdy zdecydowała się zaopiekować się psem, którego potrąciła. To feralne zdarzenie zapoczątkowało szereg zmian w życiu sympatycznej dziennikarki. Właścicielem potrąconego zwierzaka jest biznesmen Wiktor Morawski, który wykupił od gminy pałac będący jednocześnie domem, który zamieszkuje babcia Izabeli Wieniawskiej. Oczywiście, jak się domyślacie, przyczynia się tym samym do eksmisji starszej pani.

      Nasza bohaterka, dowiedziawszy się o całym zajściu, obiecuje sobie i babci, że nie dopuści, aby jej babcię wyrzucono na bruk i pozbawiono domu. Podejmuje więc działanie, choć tak naprawdę to czuje się w tym wszystkim strasznie osamotniona. Na szczęście na jej drodze niespodziewanie pojawia się Monika, samotna matka małej Oliwki chorej na serce. Kobiety mocno zaprzyjaźniają się ze sobą. Jak się później okaże Izabela odmieni życie Moniki i jej córeczki. W jaki sposób? Sami się przekonajcie sięgając po książkę spod pióra Aleksandry Tyl.

      „Aleja Bzów” to opowieść wobec, której czytelnik nie może przejść obojętnie. Jest to historia o tym, że z każdej sytuacji jest dobre wyjście i że zawsze po ogromnej burzy z piorunami wychodzi słońce. Autorka porusza na kartach swojej książki tematy, które są bliskie każdemu z nas. Wyścig szczurów, pogoń za karierą, pieniędzmi, problemy w rodzinie, czy intrygi w pracy. Znamy wszyscy te zagadnienia i mamy z nimi do czynienia niemalże każdego dnia, prawda? Tyl ukazuje życie takim jakie ono jest – jego żywe, ciepłe barwy, ale także te ciemne, przytłaczające. Tutaj nie znajdziecie słodzenia tak często obecnego we współczesnych książkach, gdzie miłosny wątek wysuwa się na plan pierwszy. W „Alei Bzów” wszystko jest wyważone, przemyślane. Dodatkowo całość wzbogacają opisy przyrody i miejsc, w których przebywają postaci. Szybko poczujemy klimat zarówno słodkiej prowincji, gdzie wszystko jest proste, jak i wielkiego miasta, gdzie zazdrość i  wyścig szczurów grają pierwsze skrzypce. Który świat wybierzecie, w którym poczujecie się lepiej i będziecie chcieli zostać, to już zależy od Was. Gwarantuję jednak, że ciężko Wam będzie rozstać się z bohaterami tej powieści, bo jest ona niesamowicie wciągająca i wzruszająca.

      Ponieważ pisarka na ostatniej stronie pozostawiła nam niedosyt, bo nie wyjaśniła do końca, jak potoczyły się losy Izy i Wiktora oraz pozostałych osób, to liczę, że niedługo będę mogła zaspokoić swoją ciekawość i dowiem się, co też wydarzy się dalej i jaki będzie finał wątków, które mnie zaciekawiły.

       

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „#58. Aleksandra Tyl „Aleja Bzów””
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      niedziela, 18 listopada 2018 14:51
  • sobota, 17 listopada 2018
    • #57. „Kuźnia na Rozdrożu” – moje refleksje

      Gdy tylko zauważyłam w bibliotece tytuł „Kuźnia na Rozdrożu” miałam już określone wyobrażenie na temat tej książki. Gdy przeczytałam na okładce, że bohaterką będzie dziennikarką, bardzo się ucieszyłam gdyż lubię książki o dziennikarzach. Niestety, mocno zawiodłam się na tej książce i…znudziłam.

      To opowieść o dziennikarce Adeli, która jest totalnie znudzona swoim dotychczasowym życiem. Po wielu latach małżeństwa dochodzi do wniosku, że popełniła błąd wychodząc za mąż za Mariana. No cóż…zdarza się.

      Jednak gdy bliżej poznałam bohaterkę stwierdziłam, że osobą, która najbardziej powinna chcieć się rozwieść powinien być właśnie Marian.

      Jego żona to zwykła pierdoła i mamla. Nie potrafi cieszyć się z tego, że ma sielankowe życie, niczego jej nie brakuje bo mąż zarabia świetnie. Dla Adeli to za mało. Ona stale wybrzydza. Śni na jawie o cudownym mężu, który będzie spełniał jej wszystkie wybujałe zachcianki.

      Bohaterka, chyba dla zabicia czasu, spotyka się z wróżką, która wciska jej farmazony i gada, to, co akurat tamta chce usłyszeć. Parzy ziółka, po których ciulowata Adela zaczyna nagle widzieć wszystko w rożowych kolorach, robi jej się błogo, tak jakby zażyła maryhę.

      Książka jest przereklamowana zdecydowanie. Na okładce zapewniają czytelnika, że znajdzie w niej humor, magię, tymczasem znalazłam tylko magię, która obchodzi mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg lub problemy moich sąsiadów.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „#57. „Kuźnia na Rozdrożu” – moje refleksje”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      sobota, 17 listopada 2018 18:50
  • piątek, 16 listopada 2018
    • #56. „Europejka” Manuela Gretkowska

      O twórczości Manueli Gretkowskiej słyszałam wiele. Złego i dobrego. Jedni mówili, że pisarka ma zbyt wulgarny styl, jej książki są zbyt ociekające seksem, to, co piszę w ogóle nie przypomina literatury. Inni zachwycali się nią i odpierali wcześniej podane przeze mnie zarzuty. Ja siedziałam cicho, bo nie śmiałam wypowiadać się na temat literatury, której zwyczajnie nie znałam. Postanowiłam jednak sama przekonać się, jak to jest z tym pisarstwem Pani Manueli Gretkowskiej.

       Już na początku tego roku sporządziłam sobie listę książek, które chciałabym przeczytać w roku 2012. Wśród tych literackich odkryć znalazła się „Europejka” Manueli Gretkowskiej.

      Cóż…wobec „Europejki” nie można przejść obojętnie. Tak czy siak, wywołuje ona emocje. Sprawia, że człowiek zaczyna zastanawiać się nad pewnymi sprawami, problemami, chociażby tymi poruszanymi w książce. Już po przeczytaniu pierwszych kilku stron książki okazało się, że Gretkowska porusza problemy, które dotykają każdego z nas. Macierzyństwo, partnerstwo, problemy w pracy – to tematy, które omawia szerzej w swojej powieści w formie pamiętnika.

      Manuela Gretkowska pisze dziennik, w którym dzieli się swoimi doświadczeniami, przeżyciami, refleksjami. To właśnie na kartach tej książki podejmuje walkę ze współczesnością, z codziennością, z ludźmi, którzy ją otaczają. Nie rzadko opisuje przeżyte wydarzenia swoistym dla siebie językiem – bezpośrednim, chwilami wulgarnym, bez ogródek. Zapewne niejeden czytelnik, który sięgnął po „Europejkę” nie dotrwał do końca, właśnie z powodu stylu, jakim posługuje się pisarka. Ona jednak robi swoje, nie zrażając się opiniami innych. A są one przeróżne – o czym też informuję nas w swojej książce.

      Mnie styl Manueli Gretkowskiej spodobał się, chociaż nie powiem, że byłam nim zachwycona. Czytając jej zapiski miałam wrażenie, że siedzę z Gretkowską na kawie, patrzymy sobie w oczy i opowiadamy najbardziej intymne szczegóły z życia. Albo raczej ona opowiada mi, a ja wchodzę w rolę spowiednika. Nie powiem, bo z przyjemnością wypełniłam powierzone mi zadanie. I gdyby dzisiaj ktoś poprosił mnie o przeczytanie jakiejkolwiek książki autorstwa Manueli Gretkowskiej, nie zastanawiałabym się. Przeczytałabym kolejne książki.

      Być może zaraz ktoś uzna mnie za masochistkę, albo tą, która nie zna się na literaturze i nie wie, jak odróżnić chłam od perełki literackiej. Trudno! Jestem gotowa wysłuchać podobnej obrazoburczej opinii.

      Książkę przeczytałam w ramach dwóch wyzwań czytelniczych:

      1. „Polacy nie gęsi, czyli czytajmy polską literaturę”

      2. Recenzja została napisana w ramach wyzwania czytelniczego ” grudniowa Trójka e-pik”

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „#56. „Europejka” Manuela Gretkowska”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      piątek, 16 listopada 2018 17:49
  • czwartek, 15 listopada 2018
    • #55. „Klub Matek Swatek” Ewy Stec

      O „Klubie Matek Swatek” Ewy Stec słyszałam już wcześniej. Czytałam kilka recenzji na blogach literackich. Zaciekawiły mnie. Szybko zorientowałam się, że książka wpisuje się w mój czytelniczy gust. Nie przypuszczałam jednak, że kiedyś będzie mi dane ją przeczytać.

      Ewa Stec ma świetne poczucie humoru – jej dowcipy są nienaciągane, subtelne, lekkie. Jest tu w zasadzie wszystko, czego ostatnio było mi trzeba: jest intryga i to całkiem interesująca i nieźle nakreślona, jest element miłosny, na szczęście nie rodem z komedii romantycznych, bo tego już bym nie zniosła.

      Koleżanki w wieku menopauzalnym zakładają dość nietypowy biznes. Mianowicie swatają dzieci swoich koleżanek, obcych kobiet. Wszystko to dzieje się oczywiście w wielkiej tajemnicy przed samymi zainteresowanymi, czytaj: młodymi.

      Pewnego dnia postanawiają, że znajdą (jak to określa autorka) królewicza z bajki, dla Ani. Niestety, nikt nie wziął pod uwagę starej jak świat reguły, że serce nie sługa i dziewczyna już jest zakochana. Zaczynają się pewne problemy. Kobieta zaczyna się interesować mężczyznami, o których Klub nie ma zielonego pojęcia. Co ciekawe, jeden z nich jest dośc podejrzanym typem.

      Tyle o samej akcji. Więcej nie napiszę, bo wtedy byście stracili chęć na przeczytanie tej książki.

      Mogę powiedzieć Wam, że „Klub Matek Swatek” to świetna lektura na zimowe wieczory. Stec doskonale kreśli portret nadopiekuńczej matki. To książka, którą powinna przeczytać matka i córka.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      czwartek, 15 listopada 2018 18:38
  • wtorek, 13 listopada 2018
    • #54. „Zabójczy spadek uczuć” Gacek&Szczepańska

      Pierwsza książka pisarskiego duetu Katarzyna Gacek – Agnieszka Szczepańska – „Zabójczy spadek uczuć” to atrakcyjny kobiecy kryminał łączący jakby dwa światy – świat miłości i świat kryminalny.

      Najwidoczniej autorki doskonale przewidziały, jaka tematyka pozwoli zaistnieć ich książce najlepiej.

      Zaczyna się banalnie, niemalże jak w kiepskiej komedyjce. Beatka, po uszy zakochana w swoim narzeczonym – nieco antypatycznym Pawle – dostrzega go w kawiarni z atrakcyjną dziewczyną. Przyjaciółka Beatki, Monika, odczuwa do Pawełka niesprecyzowaną niechęć.

      Jako najbardziej trzeźwo myśląca osoba i do tego niezaangażowana uczuciowo może znaleźć rozmaite, kompromitujące Pawełka, materiały. Tylko czy naiwna, głupiutka i omotana przez ukochanego Pawełka Beatka zdoła uwierzyć swojej przyjaciółce?

      Książkę czyta się zadziwiająco dobrze. Przeczytałam w swoim zyciu już wiele książek i zazwyczaj tego typu opowiesci nudziły mnie, sprawiały że odkładałam książkę zanim dobrnęłam do ostatniej strony. W przypadku „Zabójczego spadku uczuć” było zupełnie inaczej. Lektura tej książki sprawiła mi wieką przyjemność, choć przedstawiona historia wcale nie należała do lekkich. Czytałam tę książkę z zapartym tchem.

      Miałam wrażenie, że autorki bardzo dobrze wiedziały co chcą przekazać swoim Czytelnikom, wszystko zostało dokładnie przemyślane. Co więcej, Gacek i Szczepańska konsekwentnie trzymają się tego planu i zbaczają z „drogi”, wprawiając tym samym Czytelników w szał.

      Kolejnym atutem wyżej omawianej książki jest styl, jakim została napisana. Jest on lekki, ale nie banalny. Miałam wrażenie, że panie, które napisały tę książkę, mają ogromny szacunek do odbiorców swojego dzieła.

      Nie ma tutaj mowy o żadnej wpadce gramatycznej, stylistycznej czy jakiejkolwiek. Wszystko zostało podane ze smakiem i gustem. Aż szkoda, że książka tak szybko się skończyła.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      wtorek, 13 listopada 2018 14:00

Wyszukiwarka

Tagi

Zakładki

  • Literatura polska

  • Literatura zagraniczna

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa