Z książką przez życie

lifestyle

  • środa, 02 stycznia 2019
    • Gdybym była odważna…

      Według Wikipedii odwaga to postawa wobec niebezpieczeństwa charakteryzująca się dużą umiejętnością przezwyciężania strachu z nim związanego; śmiałość, męstwo.

      Do napisania dzisiejszego postu zainspirował mnie filmik wstawiony przez Jolę Szymańską z kanału hipster katoliczka.

      Gdybym była odważna najprawdopodobniej pisałabym tutaj felietony na przeróżne tematy. Zapewne często też te, uważane za kontrowersyjne lub wręcz tabu. Mam takich zagadnień w głowie mnóstwo i właściwie mogłabym każdego dnia opublikować tekst, pod którym być może byłoby mnóstwo komentarzy, a więc na moim blogu byłby stale ruch. Niestety, jestem osobą nieśmiałą i nie robię tego. A szkoda.

      Gdybym była odważna powiedziałabym mężczyźnie, o którym ostatnio ciągle myślę, że potrzebuję go, pogadałabym z nim od serca, poszlibyśmy na kawę, czy umówili się w domu. Wiedziałby wtedy również, że jestem nim zainteresowana. A tak, jest całkiem tego nieświadomy.

      Gdybym była odważna nie przerwałabym po ponad czterech latach gry na syntezatorze, czyli mówiąc potocznie na organach. Zawsze jak miałam coś zagrać chociażby dla rodziny, paraliżował mnie ogromny strach. Nie potrafiłabym występować publicznie, tak jak to robię śpiewając.

      Gdybym była odważna umiałabym częściej stawiać granice i nikt nie mógłby mnie zranić.

      Gdybym była odważna wydaje mi się, że byłabym znacznie bardziej samodzielną osobą niepełnosprawną. A nie jestem, bo mam wiele blokad w głowie, których sama nie umiem pokonać. Jeśli by mi się udało, to sądzę, że moje życie wyglądałoby dzisiaj nieco inaczej. Może nawet mieszkałabym w innym mieście i miała lepsze perspektywy na przyszłość?

      Gdybym była odważna byłabym bardziej otwarta na ludzi. Umiałabym ich bardziej skupić wokół siebie.

      Gdybym była odważna mówiłabym codziennie o swoich uczuciach, o tym co mam w sercu, zwłaszcza tym osobom, na których mi szalenie zależy.

      Gdybym była odważna nie miałabym żadnych (!!!) kompleksów, bo nie obchodziłoby mnie totalnie co o moim wyglądzie sądzą inni.

      Gdybym była odważna byłabym gadułą taką jak wtedy, gdy byłam mała. Wtedy chyba łatwiej nawiązywałabym nowe kontakty.

      Gdybym była odważna nagrywałabym na youtube filmiki o książkach, recenzje, zapowiedzi, itd.

      Gdybym była odważna poleciałabym balonem w przestworza.

      Gdybym była odważna nie wykluczone, że dzisiaj byłabym już czyjąś żoną.

      Gdybym była odważna nie miałabym  oporu żeby powiedzieć niektórym, że nie podoba mi się ich zachowanie.

      Gdybym była odważna dałabym sobie przekłuć uszy u kosmetyczki.

      Gdybym była odważna nie odwracałabym głowy jak pielęgniarka pobiera mi krew. Nie lubię tego widoku. Czuję przed nim lęk.

      Gdybym była odważna wiele lat temu zdecydowałabym się na pewną operację, która mogłaby mi pomóc osiągnąć niezależność. Myślałam za dużo o konsekwencjach i nie poddałam się jej.

      Gdybym była odważna każdego dnia ćwiczyłabym wprawki muzyczne, żeby rozciągnąć skalę głosu. No, ale nie przepadam jak ktoś słyszy gdy trenuję. Zamykam się wtedy w sobie.

      Gdybym była odważna chętniej bym się opalała i wystawiała ciało do słońca.

      A Wy, gdybyście byli odważni to co? Co by było inaczej? Podzielcie się swoimi propozycjami w komentarzach. Serdecznie dziękuję z góry tym, którzy będą mieli odwagę otworzyć się przede mną.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Gdybym była odważna…”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      środa, 02 stycznia 2019 18:30
  • poniedziałek, 31 grudnia 2018
    • Podsumowania roku 2018 - prywatnie i książkowo

      Mija nam 2018 rok. Niedługo nadejdzie nowy - 2o19. Jaki był ten mijający rok dla mnie prywatnie, a jaki pod względem czytelniczym? Zapraszam na moje pierwsze roczne podsumowanie na Kuferku Literackim.

      To był rok pełen emocji, wrażeń, wielu wyzwań, zaskoczeń i niespodzianek – tych dobrych ale i takich, które zwaliły mnie z nóg i sprawiły, że ruszyła lawina wniosków, refleksji. Dowiedziałam się na kogo tak naprawdę mogę liczyć oraz że nie zawsze osoby, które uśmiechają się słodko do nas, mówią nam miłe rzeczy i zapewniają nas o swoim wsparciu, rzeczywiście mają czyste intencje. Niestety, prawda czasem okazuje się bolesna. Ale to właśnie dzięki tym osobom już dzisiaj wiem, że idę dobrą drogą, że będę dążyć do tego, aby cele (nie robię postanowień!!), marzenia i wyzwania, które sobie postawiłam przed sobą,  zrealizowały się.. A wiem, że tak się stanie! Prędzej czy później, bo ograniczenia, blokady i bariery są TYLKO i aż w naszych głowach. Jeśli czegoś bardzo pragniemy, mamy wokół siebie pomocnych ludzi o wielkim sercu, jesteśmy zdeterminowani, to jesteśmy w stanie osiągnąć WSZYSTKO.

      Rok 2018 był dla mnie najlepszym, jak do tej pory, pod względem czytelniczym.

      Przeczytałam 28 (dwadzieścia osiem) książek, co stanowi 9237 przeczytanych stron. Dla mnie to naprawdę dużo, biorąc pod uwagę fakt, że czytanie książek to nie jest moja jedyna pasja.

      W nadchodzącym roku chciałabym swój wynik utrzymać lub, jeśli pozwoli mi na to czas i zdrowie, polepszyć go.

      Bezdyskusyjnie najlepszą, najpiękniejszą, najbardziej wzruszającą dla mnie książką, która zmieniła moje spojrzenie na pewne kwestie była powieść autorstwa Nicholasa Sparksa „I wciąż ją kocham”. Tuż za nią na podium stanęła książka „Życie teoretycznie”Magdaleny Zarębskiej, a na końcu umieściłam „Aleję Bzów” Aleksandry Tyl.

      Poniżej zamieszczam listę książek przeczytanych w tym roku. Mam nadzieję, że znajdziecie na niej coś dla siebie:

      1.       Hanna Cygler „Dobre geny” ocena 3/10

      2.      Karolina Wilczyńska „Wędrowne ptaki” ocena 1/10

      3.      Mila Rudnik „Miłość przychodzi z deszczem” ocena 9/10

      4.      Katarzyna T. Nowak „Rok na odwyku” ocena 4/10

      5.      Diane Chamberlain „Prawo matki” ocena 7/10

      6.      Magdalena Zarębska „Życie teoretycznie” ocena 10/10

      7.      Ewa Stec „Romans z trupem w tle” ocena 7/10

      8.      Cathy LaGrow „Czekałam na Ciebie” ocena 7/10

      9.      Deborah Levy „Gorące mleko” ocena 1/10

      10.    Anna Szczęsna „Trzykrotka” ocena 8/10

      11.     Lisa Salnson „Bella”ocena 1/10

      12.     Joanna Szarańska „Kłopoty mnie kochają” ocena 10/10

      13.     Richard Paul Evans „Miejsce dla dwojga” ocena 8/10

      14.     Nicholas Sparks „I wciąż ją kocham” ocena 10/10 (Książka roku 2018 wg. mojego prywatnego rankingu)

      15.     Anna Karpińska „Zostań ze mną” ocena 9/10

      16.     Joanna Szarańska „Kocha, lubi szpieguje”ocena 10/10

      17.     Marika Krajniewska „Och, Elvis” ocena 8/10

      18.     Nicholas Sparks „Od pierwszego wejrzenia” ocena 5/10

      19.     Denise Hunter „Tylko pocałunek” ocena 9/10

      20.    Agnieszka Rusin „Miłość w spadku” ocena 9/10

      21.     Dorota Mili „To jedno lato” ocena 10/10

      22.    Izabela Pietrzyk „Wieczór panieński” ocena 5/10

      23.    Aleksandra Tyl „Aleja bzów” ocena 10/10

      24.    Olga Rudnicka „Fartowny pech” ocena 5/10

      25.    Agata Przybyłek „Bez ciebie” ocena 10/10

      26.    Agata Przybyłek „Jeszcze raz” ocena 7/10

      27.    Nicholas Sparks „Noce w Rodanthe” ocena 8/10

      28.    Aleksandra Tyl „Szczęście pachnie bzem”

      A z okazji nadchodzącego Nowego Roku chciałabym życzyć Wam i sobie też przede wszystkim dużo zdrowia, bo jak jest zdrowie, to pozostałe rzeczy się ułożą-lepiej, gorzej, ale zawsze. I życzę także aby nie zabrakło nam nigdy odwagi i determinacji by spełniać swoje marzenia, realizować cele, które sami sobie wyznaczyliśmy.

      Przeżyjmy te dwanaście miesięcy najpiękniej jak umiemy i tak, jak tego pragniemy. Po swojemu!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 31 grudnia 2018 13:59
  • poniedziałek, 19 listopada 2018
    • POMÓŻ ALI, KUP KSIĄŻKĘ DLA DZIECI

      Nie ma zbyt wielkiej kwoty, by wyrwać dziecko śmierci, jest za to czas, który kurczy się z dnia na dzień. Jeśli komuś uda się ocalić życie tej dziewczynki, to tylko nam i tylko wtedy, jeśli będziemy ratowali ją wszyscy razem...

      Najbardziej bolało, gdy patrzyłam bezsilnie na jej łzy. W buzi cały czas trzymała smoczek, zagryzała go z bólu, na który nie pomagały żadne leki. Po operacji usunięcia nowotworu z nadnercza, na sali pooperacyjnej wciąż miała w ustach swój smoczek, tyle zostało z dzieciństwa. Odkładała go tylko na chwilę, kiedy wymiotowała krwią po pierwszych dawkach chemii...

      Różowy smoczek nie pasuje do sterylnej zieleni oddziału intensywnej terapii, dzięki temu momentalnie przykuwa wzrok. Tak stanęła do najtrudniejszej walki w życiu i o życie – 2-letnia Ala i okrutny nowotwór – ten, który wciąż zabija dzieci…

      Tylko rodzic wie, jak łatwo można zauważyć, że z dzieckiem dzieje się coś złego, bo 2-letnia dziewczynka błyskawicznie reaguje na ból. Alusię bolały nóżki, a gorączki nie udawało się zbić żadnymi lekarstwami. Jestem pewna, że już pierwszy lekarz, który ją zobaczył, zdawał sobie sprawę, że to będzie szalona, ale bardzo krótka walka. Na początku tygodnia Alusia śmiała się i cieszyła, przybiegała do łóżka, dosłownie wypełniała cały dom. Na końcu tygodnia siedziała smutna i zapłakana na izbie przyjęć, a lekarze robili badania. Nikt się nie uśmiechał, nikt nie dawał nam złudzeń, a ja potrzebowałam wtedy choć jednego słowa otuchy...

      Dostałam za to diagnozę, która zmieniła życie w koszmar walki o życie. Alusia umiera, rak – neuroblastoma, jest niemal wszędzie, bo lewego nadnercza przedostał się do szpiku i kości. O jej życiu zdecyduje kilka najbliższych miesięcy. To najgorsze słowa, jakie może usłyszeć rodzic. Pamiętam, jak dbałam o nią, kiedy była jeszcze w brzuchu, jak chciałam dla niej jak najlepiej.

      Teraz moje 2-letnie dziecko umiera, a lekarze zastanawiają się, z której strony uderzyć w raka. Od czterech miesięcy robimy wszystko by wytrwać, by zmusić jej maleńki organizm do heroicznej walki, na której końcu będzie śmierć albo życie. Te pięć miesięcy rozpięte pomiędzy klinikami w Warszawie i Wrocławiu, z których właściwie nic nie pamiętam, wypełnił ogromny ból i strach. Od pięciu miesięcy nie śpię, bo moja córeczka nie wyszła właściwie ze szpitala. Gdyby było wiadomo, że przetrwamy tę chemię, przeszczep i naświetlenia, zacisnęłabym zęby i nadal przy niej trwała z pokorą. Jednak wiem, że Neuroblastoma to zabójca, choroba podstępna, taka, która zabrała już wiele dzieci.

      Jestem przy niej, kiedy ból przekracza jej granice, kiedy chemia wypala nie tylko raka, ale i jej ciało, jestem, kiedy płacze i kiedy śpi po godzinach walki. Urodziłam ją po to by żyła, nie po to by umierała i nigdy nie pogodzę się z cierpieniem, które ma iść na marne. Alusia przeszła już wszystkie bloki chemii i doszła do tej ostatniej – megachemii, która zniszczy jej odporność, by maksymalnie podnieść szansę udanego przeszczepu szpiku.

      To będzie kluczowy moment, po którym okaże się, czy wygraliśmy. Jeśli nowotwór powróci, zabije moją córeczkę, bo 2-letnie dziecko nie poradzi sobie ze wznową. Lekarze nazwali naszą największą szansę – immunoterapia – leczenie, które podniesie nasze szanse i sprawi, że wygramy. Bardzo skuteczne i bardzo drogie – za bardzo, jak dla nas...

      Bez pomocy to wszystko, co przeszliśmy, nie będzie miało sensu, nasza córka nie wygra, a jedyne co po niej zostanie to wspomnienia i różowy smoczek, który pomagał ukoić ból.

      Na podjęcie leczenia ostatniej szansy mamy bardzo mało czasu. Megachemia, zwana też chemią zerującą, to wyjątkowo potężna dawka chemioterapii, po której dziecko rozpoczyna ostatnie starcie. Od mojej córeczki pobrano już szpik. W maju przejdziemy radioterapię i zaczniemy czekać na cud. Naszym cudem jest właśnie leczenie przeciwciałami anty GD2.

      Już na samym początku leczenia, można podnieść szanse mojego dziecka o 20%!

      Kiedy było naprawdę źle, szeptałam jej do ucha, że damy radę i wyjdziemy ze szpitala w Warszawie razem, że zabiorę ją do domu, że będziemy razem czekały, aż dorosną jej włosy. To wszystko może się ziścić, ale trzeba zapłacić za to ogromną cenę.

      Błagam Was jako matka dziecka, które trwa w zawieszeniu, pomiędzy życiem i śmiercią. Pomóżcie mi uratować moje dziecko. Marzę, by wreszcie wykraść ją z objęć raka, by ochronić i być może, będę miała jedyną w życiu szansę. Błagam, nie pozwólcie jej odejść…

      Taki listo opublikowała mama Alicji na stronie Siepomaga, która jest zaangażowana w pomoc dziewczynce. Nie potrafiłam wobec tego apelu przejść obojętnie. Postanowiłam linki do poniższych stron opublikować na moim prywatnym profilu na FB i Was zachęcić do tego, abyście zechcieli pomóc Alicji. Zwłaszcza, że to wcale nie jest takie trudne. Szczegóły zamieściłam poniżej. 

      Ty również możesz pomóc małej Ali. Jak? Kupując książki dla dzieci! Aukcję książek dziecięcych znajdziecie na FB pod adresem @aukcjaksiazek  Zachęcam do brania udziału w licytacji! Dajmy szansę małej Ali!

      Zajrzyj tutaj: https://www.siepomaga.pl/aukcja-dla-ali

      Zachęcam do wzięcia udziału w aukcji. Uczmy nasze dzieci, że czytanie jest ważne a pomaganie jeszcze ważniejsze!

      Zbiórka jest prowadzona przez fundację Siepomaga. Poniżej link:

      https://www.siepomaga.pl/ratujemy-ale

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „POMÓŻ ALI, KUP KSIĄŻKĘ DLA DZIECI”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 19 listopada 2018 20:10
  • środa, 04 lipca 2018
  • wtorek, 19 czerwca 2018
  • wtorek, 12 czerwca 2018
    • Erotyk dla E

      PIJANA

       Emilowi

      czekam aż wejdziesz

      bez pardonu

      tak jak lubię

      zerwiesz ze mnie wstyd

      który dotąd trzymałam

      na smyczy przyzwoitości

      bo któż by się przejmował

      co wypada a co nie

      kto nie ryzykuje

      nie pije szampana

      odkąd mam Cię w głowie

      i pod lewym żebrem

      nie potrzebuję wysokoprocentowych trunków

      zmąciłeś krew w żyłach moich

      i światopogląd

      a myślałam że wiem

      gdzie leży granica

      ˆ Agnieszka „MAGOU”Maciejewska, dn. 12.06.2018 r.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      wtorek, 12 czerwca 2018 21:15
  • czwartek, 07 czerwca 2018
  • czwartek, 17 maja 2018
  • piątek, 11 maja 2018
  • czwartek, 19 kwietnia 2018
  • piątek, 06 kwietnia 2018
  • wtorek, 20 marca 2018
  • środa, 21 lutego 2018
  • piątek, 02 lutego 2018
  • piątek, 26 stycznia 2018
  • poniedziałek, 22 stycznia 2018
  • środa, 17 stycznia 2018
  • piątek, 05 stycznia 2018
    • Wyślij kartkę do dziecka w szpitalu onkologicznym

       Strach, ból, samotność i niepewność – choremu dziecku i jego rodzinie podczas leczenia w szpitalu onkologicznym towarzyszą trudne emocje. Członkowie fundacji „Gdy Liczy się Czas” postanowili zainicjować akcję pisania kartek dla dzieci „WYLOSUJ ANIOŁA”, która ma na celu wsparcie oraz wywołanie uśmiechu na twarzach małych pacjentów.

      Akcja WYLOSUJ ANIOŁA powstała z inicjatywy rodziców dzieci leczonych na oddziale Hematologii, Onkologii i Transplantologii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Lublinie.

      – Jesteśmy grupą rodziców, którzy postanowili „odczarować” smutek i trud leczenia onkologicznego oraz „zaczarować” czas spędzany przez dzieci w szpitalu. Pokazać im, że są ludzie, którzy z drugiej strony okna, myślą o nich, modlą się za nich i piszą do nich kartki. Akcja jest bezterminowa.  Rotacja dzieci na oddziale onkologicznym jest ogromna, dlatego potrzebujemy stały „zastrzyk” kartek – tłumaczą organizatorzy z Fundacji  „Gdy Liczy się Czas”.

      Dzieci losują kartki, które dotrą na ręce Fundacji. Na oddziale onkologii panuje duża rotacja. Dzieci otrzymują chemioterapię lub naświetlania, wyjeżdżają do domu, a kolejne dziecko przyjeżdża na leczenie. Organizatorzy zachęcają również do anonimowej modlitwy za dziecko, które otrzyma przygotowaną przez nadawcę kartkę.

      - Kilka lat temu moja córka zachorowała na złośliwy nowotwór. Kiedy miała swoje 12 urodziny, podczas choroby, wśród moich znajomych narodził się pomysł, żeby wesprzeć ją wysyłając kartki urodzinowe. To bardzo nam pomogło, dało dużo sił. Teraz staramy się wspierać innych poprzez naszą akcję – tłumaczy Natalia Voytsel, pomysłodawca projektu WYLOSUJ ANIOŁA.

      Gorąco zapraszamy do udziału i propagowania akcji WYLOSUJ ANIOŁA!

      Szczegóły:Fundacja „Gdy Liczy się Czas”

      Polub fan page akcji na Facebooku: WYLOSUJ ANIOŁA – FACEBOOK

      AKCJA WYLOSUJ ANIOŁA – JAK WYSŁAĆ KARTKĘ DO CHOREGO DZIECKA?

      Poniżej kilka wskazówek dla osób zainteresowanych przyłączeniem się do akcji WYLOSUJ ANIOŁA

      1.Kartkę można wykonać własnoręcznie lub zakupić gotową

      2. Zastanów się do kogo ma być ona adresowana (do dziewczynki lub chłopca) i zaznacz to na kopercie.

      3. Napisz kilka pozytywnych słów wsparcia i życzenia zdrowia dla dziecka, który leczy się na chorobę nowotworową. Możesz dodać informacje o sobie oraz kontakt (być może dziecko zechce się później skontaktować z Tobą).

      4.Kartki mogą być pisane zarówno przez osoby dorosłe, jak i przez dzieci.

      5.  Wyślij gotową kartę na adres:

       Fundacja „Gdy Liczy się Czas”

      ul. Nowy Świat 30a/6

       20-418 Lublin

      „Anioł” może też zakupić drobny upominek dla wybranego dziecka. Na stronie akcji na Facebooku zamieszczane są informacje o marzeniach „Dzielnych Wojowników”, wraz z krótkim opisem dziecka.

      Gorąco zachęcam wszystkich moich Czytelników do przyłączenia się do tego wspaniałego przedsięwzięcia. Dla nas wysłanie kartki czy drobnego upominku to niewielki wysiłek, a dla tych dzieci ogromna radość i pomoc zarazem.

      Liczę na to, że wielu z Was wesprze czynnie tę akcję, a także rozpowszechni ją dalej wśród swoich znajomych i rodziny.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Wyślij kartkę do dziecka w szpitalu onkologicznym”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      piątek, 05 stycznia 2018 18:58
  • czwartek, 04 stycznia 2018
    • Znaczę coś więcej

      Codziennie rano spoglądasz w lustro. I widzisz w nim zwyczajną dziewczynę. Taką jak wszystkie. To Twoje obserwacje. On widzi kogoś znacznie bardziej wartościowego.

      Ktoś zapukał do drzwi. Nie chciało mi się wstać. Nie otworzyłam. Powtórzył czynność ze dwa razy. Poirytowana, ale jednocześnie zaciekawiona, postanowiłam sprawdzić, kto tak usilnie chce przestąpić próg mojej domowej twierdzy. Musi mu chyba mocno zależeć na spotkaniu ze mną skoro cierpliwie stoi i czeka aż go wpuszczę do środka – przemknęło mi przez myśl. To byłeś Ty.

      Po kilkunastu minutach przypominam sobie, że wiele razy tu przychodziłeś. Tylko jakoś nie potrafiłam znaleźć dla Ciebie czasu. Nie pytaj, proszę, dlaczego. Nie znajdę racjonalnej odpowiedzi, która zadowoliłaby Nas dwoje.

      Wolałam twierdzić, że wszystko, czego doświadczam to przypadek, a nawet gotowa byłam posądzać samą siebie o to, że mam omamy, że śnię na jawie albo moja wyobraźnia rozhulała się na dobre. Ty robiłeś swoje. Nie poddałeś się ani przez moment. Poduszką zasłaniałam uszy, żeby nie słyszeć tych głosów nie wiadomo skąd dobiegających. Ewidentnie uparł się i nie odpuści póki nie wygra. Uciekłam na dwór. Może późno-jesienne powietrze trochę otrzeźwi umysł, który nie chciał ze mną współpracować.

      Smagana zimnym wiatrem po twarzy zrozumiałam, że dostałam znaki. Nie, nie jeden a chyba z milion albo trylion. Niektóre maleńkie, ledwie dostrzegalne gołym okiem. Inne widoczne od razu. Dlaczego wcześniej ich nie odczytałam? Powrót do domu był trudny, bo z bagażem wyrzutów, ale poczułam się lżej, że z moją psychiką wszystko w należytym porządku. I że wreszcie wiem, którędy iść. I że gdziekolwiek wyruszę, nie będę nigdy sama. A może znów wysuwam mylne wnioski? Ty się przecież nie mylisz – puszczam w przestrzeń zdanie wypowiedziane z dozą niepewności. Słuchasz tego. Jesteś blisko. Łagodny, aczkolwiek przekonujący. Milczymy wymownie. I nawet w tej chwili słyszę, że próbujesz coś powiedzieć. Mam wrażenie, że znajduję w tym sens i dociera do mnie przekaz tych szczególnych słów. Po policzkach spływają łzy. Pierwszy raz od bardzo długiego czasu płaczę. Wcale się nie krępuję. Nie potrafię przestać.

      Silna. Tak mówią o mnie znajomi bliżsi i dalsi. Ja chciałabym być jak skała, nie do zdarcia. Czy umiem? Raczej średnio. Przynajmniej na dzień dzisiejszy. Dziwnie patrzysz. Kpisz albo wyrażasz oburzenie. Wybieram drugą opcję. Pytasz, dlaczego pragnę być kimś, kim w rzeczywistości nie jestem. Poza tym, wysyłasz bezgłośny komunikat, że siła jest w słabości. Nie śmiem polemizować, a tym bardziej kłócić się. Walka trwa. Wierzyć? Nie wierzyć?

      Nie ma ideałów. Nikt nie jest doskonały. Dla mnie jesteś piękna, wspaniała. *Gdyby każde z Moich dzieci chciało przede wszystkim mnie zadowolić, strach przed oceną poszedłby w niepamięć, próby zaimponowania innym – także. Skup się na drodze przed Tobą, na tym, który Cię nigdy nie opuszcza („Jezus mówi do Ciebie” Sarah  Young) – mówisz delikatnie.

      Masz przecież to, czego Ci trzeba- cudownych rodziców, siostry, ludzi, którzy Ci kibicują. A jeśli czegoś jeszcze nie otrzymałaś, bądź spokojna i uzbrój się w cierpliwość. Opłaci się! Żyj tu i teraz. I miej oczy i uszy szeroko otwarte. Życie jest przygodą. Jeśli zdecydujesz się i odważysz przeżyć ją ze Mną i zdasz się na Mnie, nie pożałujesz – gwarantuję! Wiedz, że chcę być Twoim towarzyszem.

      Zasługuję na jeszcze więcej? Nie boisz się co z tym zrobię? A jeżeli zmarnuję szansę, a raczej źle spożytkuję kredyt zaufania, którym mnie obdarzasz? Dziękuję – proste słowo, ale ponoć dla Ciebie jedno z ważniejszych. Dziękuję więc, że w Twoich oczach znaczę coś więcej i nie jestem puchem marnym i zwyczajną wśród niezwyczajnych.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      czwartek, 04 stycznia 2018 18:30
  • poniedziałek, 01 stycznia 2018
    • Warto stanąć z boku

      Z natury jestem raczej osobą towarzyską. Lubię otaczać się ludźmi, rozmawiać z nimi, wymieniać się poglądami. Czasami jednak potrzebuję wyciszenia, odsunięcia się od reszty świata, by pobyć sama ze sobą.

      Ciszy łaknę jak kania dżdżu głównie wtedy gdy wokół mnie piętrzą się problemy najróżniejszego kalibru. A, jak wiecie z jednego z wcześniejszych wpisów, z takimi zmagam się ja i moi najbliżsi od czerwca tego roku. Najchętniej zaszyłabym się w jakiejś głuszy, gdzie diabeł mówi dobranoc. Mogłabym być otoczona tylko zwierzętami i roślinami. One najlepiej łagodzą skołatane serce i nadszarpnięty układ nerwowy.

      Zastanawialiście się, dlaczego Polacy są tacy znerwicowani i nie rzadko sfrustrowani? Bo non stop tkwimy w hałasie – grający telewizor, radio, mp3  czy chociażby krzyk wydawany przez innych, te czynniki wpływają na to, że podnosi się nam poziom agresji, hormonów stresu, a nawet zmniejsza się odczuwanie empatii.

      W szponach hałasu

      Mam wśród znajomych osoby, które ciągle spragnione są atrakcji, nie potrafią normalnie funkcjonować bez tego,  są nakręceni na imprezowanie. Co weekend gdzieś wyjeżdżają, wychodzą, urządzają spotkania towarzyskie oczywiście zakrapiane alkoholem i okraszone muzyką, bawią się do białego rana, po czym wstają do pracy, na uczelnię. Dla nich spokój jest czymś nudnym, co przeznaczone jest jedynie dla starszych i schorowanych. Doprawdy nie wiem, jak długo jeszcze zniosą ten tryb życia, kiedy się ockną, że tak się nie da na dłuższą metę?

      Kiedyś trzeba odpocząć. Zrobić stop, wziąć głębszy oddech. Jeśli tego nie uczynimy, prędzej czy później nasz organizm upomni się by o niego zadbać odpowiednio.

      Poza tym, ile jesteśmy w stanie działać na pełnych obrotach, z naładowanymi  w pełni akumulatorami, bateriami? Kiedyś  nasz wewnętrzny motor się wyeksploatuje i nie ruszymy z miejsca. Czy naprawdę chcemy doczekać tej chwili?

      W ciszy doskonale usłyszymy drugiego człowieka – jego głos, potrzeby, wołanie. Wówczas będziemy mogli zbudować trwałą, prawdziwą relację, która jest cenniejsza od wirtualnej, dziś mocno gloryfikowanej przez media, ale głównie przez nas samych.

      Zdaję sobie sprawę doskonale z tego, że ci, którzy są przyzwyczajeni do wrzawy, będą mieli trudno przestawić się na inny tryb. Wyciszyć, uspokoić… Zapewne poczują złość, wściekłość, ogromny brak „czegoś”, co do niedawna wypełniało rzeczywistość. Jakby alkoholikowi odstawić nagle napoje wysokoprocentowe. Wykonalne? Jasne, że tak! Da się przetrwać, ale trzeba wielkiej siły woli i determinacji.

      Mogę się założyć, że wielu czytających ten felieton, zapyta z oburzeniem – a gdzie ja, w tym cholernie zabieganym świecie, znajdę teraz ciszę i wytchnienie? Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Powiem więcej – cisza jest skarbem, więc żeby ją złowić, musisz o nią zawalczyć. Jak o skarb. Dlatego, proponuję, żebyś stanął, mój Czytelniku, z boku. Zdystansuj się.

      Znajdź ustronne miejsce. Nie chcę wymieniać, bo każdy lubi inne. Ważne, by nic ani nikt Ci nie przeszkadzał. Nie bierz telefonu i innych dobrodziejstw współczesności. Zostaw, nie zginą.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      magou
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 01 stycznia 2018 12:11

Wyszukiwarka

Tagi

Zakładki

  • Literatura polska

  • Literatura zagraniczna

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa